niedziela, 25 marca 2018

Co u Panny słychać, czyli kolejne pięć powodów do radości



Niedziela to idealny dzień, żeby podsumować mijający tydzień i przekonać się, jak wiele było w nim fajnych i radosnych momentów. Inne też oczywiście były, ale po co skupiać się na tym, co nam nie służy? Co u mnie dobrego? Poczytajcie!


Trójmiasto, czyli dużo szczęścia.

Poprzedni weekend spędziłam nad morzem. Jestem fanką morza niezależnie od tego jak bardzo wieje, dmucha i pada. Nad morzem czuję, że żyję i w zasadzie nic więcej nie jest mi już potrzebne, żeby czuć się szczęśliwą. W ten weekend odwiedziłam sporo nowych miejsc i chętnie polecę Wam dwa z nich, które dały mi duży zastrzyk endorfin. Pierwsze z nich to sauny na plaży w Sopocie. Saunspot (Aleja Franciszka Mamuszki 15, Sopot) leży niedaleko molo i Grand Hotelu, na środku plaży, z niesamowitym widokiem na morze. Dzięki temu, że w sobotę w Trójmieście wiał przejmujący, zimny wiatr, w saunach poza mną i moją przyjaciółką nie było nikogo (na plaży zresztą też nie). Było jak w raju, szczególnie dla takiego zmarźlucha jak ja.

Drugie miejsce, w którym poczułam się bardzo szczęśliwa, była kawiarenka "Z innej parafii" (Targ Rybny 6a, Gdańsk). Kawiarenka jest mała i umeblowana w stylu vintage - jednym słowem jej wystrój stanowi zbieranina różnych mebli i dodatków "z innej parafii". Jest czysto, przytulnie i domowo. Piłam w niej gorącą czekoladę z chilli i to była najlepsza gorąca czekolada, jaką piłam w życiu! Rozgrzewająca, odpowiednio słodka i ostra jednocześnie. Widziałam, że przy innych stolikach ludzie zajadali się ciastami, więc następnym razem też mam plan spróbować czegoś z tamtejszych wypiekó. Czekoladę dostałam w kubku w kwiatki, identycznym jak w domu mojej babci, co całkowicie mnie urzekło. Poczułam się jak u siebie, kiedy na drzwiach prowadzących na zaplecze zobaczyłam napis "Narnia". Tak mnie to zachwyciło, że postanowiłam, że jak w końcu będę miała swoje mieszkanie, to taki napis natychmiast wyląduje na drzwiach do mojej sypialni.


 

Płaszcz ze 100% angielskiej wełny, czyli perełka z SH.
Jeśli miałabym powiedzieć, co lubię najbardziej w sklepach z używaną odzieżą, to po pierwsze byłoby to miłe cenowe niespodzianki, a po drugie - możliwość kupienia takich perełek jak ten płaszcz. Długi, za kolana. Ciepły, ze stuprocentowej, czystej, angielskiej wełny. Otulający, o pięknym, klasycznym kroju. W idealnym stanie, bez żadnego uszkodzenia, plamki czy rozdarcia. W głębokim, musztardowym kolorze. Pokochałam go od pierwszego założenia. Kosztował 68 zł, ale jest zdecydowanie wart tej ceny (podejrzewam, że jest wart co najmniej jeszcze jedno zero z tyłu). Szalik ze zdjęcia też kupiłam w sceond handzie (4 zł), torebka z herbem Gryfindoru pochodzi z Primarka. 

Stołeczek z Pepco.
Od dłuższego czasu myślałam o tym, że w naszym przedpokoju przydałby się mały stołeczek. Udało mi się zupełnym przypadkiem kupić taki w Pepco. Stał sobie samotny, wciśnięty pomiędzy jakieś kosze, jakby czekał właśnie na nas. Jest lekki, prosty i idealnie pasuje do naszego przedpokoju. Nie wiem, jak was, ale mnie ogromnie cieszą takie drobiazgi, na które poluję i nagle, nieoczekiwanie pojawiają się tam, gdzie zupełnie się ich nie spodziewam. Zawsze sprawia mi radość taka sytuacja i traktuję ją jak bonus od losu.

Podobny obraz

"Mozart in a jungle" czyli nowy ulubiony serial.Nie jestem jakąś wielką fanką seriali. Do tej pory oglądałam tylko "Kochane kłopoty" (Gilmore Girls), ale kiedy O. pokazała mi "Mozarta w dżungli" podbił moje serce od pierwszej minuty. Orkiestra filharmonii nowojorskiej, młody, utalentowany dyrygent, życie muzyków i cudowna muzyka klasyczna jako wisienka na torcie. Rodrigo, bo tam ma na imię dyrygent od razu stał się moją inspiracją w temacie "dolce vita". Rodrigo jest mistrzem cieszenia się życiem, chwilą, muzyką i ludźmi. Gorąco polecam!

Początek wiosny.
Jest zimno, jest mało słońca, ciągle jeszcze noszę grube rękawiczki, ale i tak cieszę się tym, że coraz dłużej jest jasno, a rano wstaję kiedy za oknem wstaje słońce. W powietrzu czuć już, że wiosna jest tuż, tuż i za chwilę przyjdą cieplejsze dni. Nareszcie mam swój rower, więc tylko czekam, żeby wyciągnąć go z piwnicy i ruszyć wałem Wiślanym w dal.

Co dobrego słychać u Was?




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Jeszcze więcej z życia Panny Pollyanny znajdziesz na instagramie @pannapollyannaa