wtorek, 30 stycznia 2018

WPIS PRZEDPREMIEROWY: 5 powodów dla których warto pojechać do Ustki, czyli Panna Pollyanna czyta pierwszy kryminał Anety Jadowskiej

fot. Okoń w Sieci

Są na świecie takie miejsca, w których od pierwszej chwili czuję się jak w domu, jakbym kiedyś już tu była, jakbym wracała do siebie po dłuższej nieobecności... Po prostu wysiadasz z pociągu i nagle okazuje się, że wszystko ci się w tym miejscu podoba, oddychasz pełną piersią, a wchodząc do miejscowej kawiarni masz ochotę powiedzieć: "dzień dobry, poproszę to, co zawsze". Też macie takie miejsca?
Ja do tej pory odkryłam dla siebie trzy: Dubrownik, Toruń i Ustkę. Wszystkie poza sezonem. Dziś zapraszam was do Ustki widzianej moimi oczami i... nie tylko. Uwaga! Będą krówki!



Jak już pewnie zauważyliście, uwielbiam piątkę. Gdyby moje życie było Ulicą Sezamkową, to widzowie zanudziliby się pewnie na śmierć, bo codziennie program sponsorowałaby cyfra pięć. Piątka wydaje mi się być idealnie obła i optymistyczna, dlatego przed wami lista 5 powodów, dla których warto pojechać do Ustki (szczególnie poza sezonem). W Ustce spędziłyśmy z H. tydzień ferii w zeszłym roku. Sztorm, wiatr, huczące morze, pustki na plaży i na ulicach. Było bosko!


1. Plaża.
Plaża w Ustce powinna być pokazywana w encyklopedii pod hasłem "idealna nadbałtycka plaża". Szeroki pas złotego, przesypującego się piasku, las, dużo miejsca do spacerowania i odpoczywania. Uwielbiam usteckie plaże. Na szczęście ja, od różnieniu od Madzi Garstki (o której za chwilę), znajdowałam na nich tylko wiatr i piasek. Kiedy się czymś bardzo zachwycam, to mam tendencję do nagłej ślepoty na pozostałe elementy krajobrazu, więc obawiam się, że trupa na plaży mogłabym po prostu nie zauważyć :D 

2. Ludzie.
Uśmiechnięci, serdeczni, pomocni. W Ustce poza miejscem, w którym mieszkałyśmy, odwiedziłam także: fryzjera, pocztę, księgarnię, second-hand (uwielbiam second-handy w małych miasteczkach!), kawiarnię, piekarnię i restaurację przy porcie. Wszyscy byli tak mili, że od razu miałam ochotę w miejscowej gazecie dać ogłoszenie  o treści: "dam się zaadoptować i zameldować w Ustce". Pewnie w trakcie sezonu, kiedy na miasteczko napiera dziki tłum turystów może być gorzej, ale ja spotkałam tylko przemiłych mieszkańców (nawet podczas jednodniowych odwiedzin Ustki w pewien lipcowy dzień). Czytając "Trupa na plaży" w ogóle nie dziwiłam się, że opisani w książce mieszkańcy Ustki są tacy przyjacielscy. Oni NAPRAWDĘ tacy są.

3. Miasteczko.
"Och, jaki piękny dom", "zobacz jakie śliczne drzwi", "ale tu cudownie" - po pierwszych kilkunastu takich okrzykach wydawanych przeze mnie, H. zaczęła przewracać oczami. Ustka idealnie nadaje się do tego, żeby zagubić się w jej uliczkach, spacerować, podziwiać stare wille i zrobić ze sto nowych zdjęć na instagrama.

4. Usteckie krówki
Mniam. Mniam. Mniam. Usteckie krówki są pyszne, ciągliwe (takie kocham najbardziej), słodkie i uzależniające. I są najwspanialszym prezentem, jaki możecie przywieźć komuś z Ustki. Weźcie też dużo dla siebie, żebyście potem nie żałowali. Czy wiecie, że usteckie krówki mają swoją własną stronę internetową? :D

5. Nowa książka Anety Jadowskiej.

"Trup na plaży i inne sekrety rodzinne" to książka, która za pomocą literackich czarów pozwoliła mi powrócić do Ustki z moich wspomnień. To pierwszy krymiał autorstwa Anety Jadowskiej i choć bez duchów nie mogło się obejść, to ta gatunkowa premiera wyszła Autorce nadzwyczaj dobrze. Polubiłam główną bohaterkę, Magdę Garstkę, od pierwszego opisu bluzy z myszką Miki i poczułam pokrewieństwo dusz między nami od momentu potknięcia się Madzi w dosyć kluczowej dla jej wizerunku chwili (kto nie wywalił się choć raz w najmniej odpowiednim momencie, nie zrozumie nigdy takich fajtłap jak ja). Uwielbiam Ustkę z tej książki, uwielbiam ukrytą w książce zagadkę, uwielbiam Madzię, jej kuzynkę i przyznaję, że na przemian śmiałam się i płakałam w niektórych momentach. Garstka z Ustki uzależnia jak usteckie krówki. I tak samo jak od nich, od "Trupa na plaży" ciężko było mi się oderwać. Czekam z niecierpliwością na część dalszą, a Was zapraszam do Ustki - tej literackiej i tej prawdziwej.

P.S. Jeśli znacie inne książki z Ustką w tle, koniecznie dajcie mi znać w komentarzach, chętnie skorzystam z Waszych podpowiedzi.



We wpisie użyłam materiałów promocyjnych wydawnictwa SQN.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Jeszcze więcej z życia Panny Pollyanny znajdziesz na instagramie @pannapollyannaa