wtorek, 2 stycznia 2018

5 postanowień noworocznych niosących szczęście, czyli Panna Pollyanna czyta "Magiczny wieczór" Agnieszki Krawczyk


Gdybym miała znaleźć jakieś porównanie, to porównałabym ją do siedzenia w głębokim fotelu-uszaku w mojej ulubionej kawiarni, z dużym kubkiem gorącej, pachnącej wanilią kawy  w ręku. Do chwili, w której czujesz, że jest ci ciepło i wygodnie i niczego więcej do szczęścia ci nie brakuje. Kiedy czujesz, że wszystko, co cię otacza jest kwintesencją słowa "odpoczynek". "Magiczny wieczór" Agnieszki Krawczyk to niezwykle klimatyczna, idealna na zimę książka.  Dla mnie jest opowieścią o tym, że niektóre trudne rzeczy w naszym życiu dzieją się tylko po to, żeby potem było lepiej, żebyśmy byli szczęśliwsi. Czy po takiej lekturze można w ogóle oprzeć się temu, by zacząć snuć plany na Nowy Rok?

Niektórzy traktują literaturę obyczajową z góry. Można chwalić się w towarzystwie znajomością dzieł zebranych Mickiewicza, ale literatura obyczajowa traktowana jest z uśmiechem pobłażania i lekkim wydęciem warg. Nie zgadzam się z tą oceną tak bardzo, jak bardzo wierzę w szczęście mimo wszystko! Całe moje 35-letnie życiowe doświadczenie mówi mi jedno - żaden podręcznik, kurs ani wykład nie nauczył mnie tyle, ile inny ludzie. A czym jest literatura obyczajowa, jeśli nie zbiorem różnych historii i doświadczeń innych ludzi? Jestem bardzo sentymentalna: przeżywam losy bohaterów, jak bliskich przyjaciół, rozważam, co każdy z nich powinien zrobić, rozmyślam i zastanawiam się nad ich decyzjami. Lektura "Magicznego wieczoru" sprawiła, że usiadłam nad swoim notesem i na moją listę noworocznych postanowień dopisałam kolejne pięć.

1. Wyjechać w góry.
Niezależnie od tego, że Agnieszka Krawczyk stworzyła Zmysłowo na potrzeby swojej sagi i tak w tym roku na mojej liście postanowień noworocznych wyjazd w góry plasuje się na najwyższym miejscu. Marzy mi się niespieszne chodzenie po szlakach, picie gorącej herbaty z termosu, wiatr, który w górach pachnie inaczej, a nawet zadyszka przy wchodzeniu pod górę. Czytając tę powieść wielokrotnie próbowałam sobie wyobrazić, jak to górskie, powieściowe miasteczko mogłoby wyglądać przysypane śniegiem i tak bardzo zatęskniłam za górami, że te moje noworoczne postanowienie ziści się już w styczniu.

2. Spędzać więcej czasu z siostrą.
Dzieli nas 6 lat różnicy, inne charaktery, lęk wysokości (i jego brak u mnie) i ponad 300 kilometrów między miastami, gdzie mamy swoje domy. Łączy nas dużo więcej. Na przykład: rozumiemy się bez słów, śmieszą nas te same rzeczy, uwielbiamy czytać, jesteśmy do sobie podobne w jakiś nieuchwytny dla nas, a zupełnie czytelny dla innych sposób. Zazdroszczę głównym bohaterkom powieści, że spędzają tyle czasu razem i mogą być ze sobą na codzień. Bardzo chciałabym w tym roku widywać się z moją siostrą częściej, może nawet uda nam się razem gdzieś pojechać?

3. Codziennie spacerować.
Ostatnio z tym u mnie kiepsko, ale za każdym razem kiedy już w końcu wybiorę się na spacer przypominam sobie jak bardzo to lubię. Spacer pozwala mi przewietrzyć głowę i nabrać energii do działania. Zadziałam metodą małych kroków i... zainstaluję sobie krokomierz w telefonie. Bohaterowie "Magicznego wieczoru" spacerują dużo i chętnie, więc postanowiłam wziąć z nich przykład.

4. Zrobić listę marzeń i spełniać je jedno po drugim.
Jeśli ta książka nie sprawi, że zaczniecie marzyć, to nie wiem, co to spowoduje! Czasem myślę o sobie, że jestem marzycielką, ale z drugiej strony - nie znam nikogo, kto bardziej twardo stąpa po ziemi niż ja :D Taka dziwna mieszanka ze mnie. Ta książka przypomniała mi o tym, że warto marzyć. Że niezależnie od tego, jak nasze marzenia nam samym wydają się być zbyt odważne, czy niemożliwe do spełnienia, to mimo wszystko - nie przestawajcie. Planuję wypisać sobie wszystkie, każde, także te zarzucone wiele lat temu "bo nie wypada", "bo to głupie", "bo już za późno". A potem spojrzeć na nie, odkryć te, które nadal są dla mnie ważne i spełniać je jedno po drugim. Jak bohaterki "Magicznego wieczoru". Najgorzej jest żałować, że się czegoś nie zrobiło. Wszystko inne zaprowadzi nas do celu, albo tuż obok, ale chociaż będzie wesoło ;)

5. Nauczyć się gotować 12 nowych dań.
Uwielbiam czytać książki kucharskie, oglądać zdjęcia pełne apetycznych dań. Lubię robić proste, dobre i zdrowe potrawy. Nie można mnie nazwać pasjonatką gotowania, ale mam swój sprawdzony kulinarny repertuar. Postanowiłam go rozszerzyć, zainspirowana Danielą i jej kulinarną pasją. 12 nowych dań w 2018 roku dla mnie brzmi świetnie. W tym tygodniu mam plan ułożyć razem z Heleną listę takich potraw. Na pewno szukam zdrowego przepisu na dobre, pełnoziarniste muffinki, bo Helena za nimi przepada, a wszędzie widzę tylko takie z białej mąki. Może któraś z was coś mi poleci?

Na zakończenie chcę podzielić się z wami jeszcze jedną "tajemnicą Panny Pollyanny" dotyczącą Nowego Roku. Na przełomie roku wybieram sobie zawsze jedno słowo przewodnie na nadchodzący rok. Słowo, które z jakiegoś powodu jest dla mnie w danym momencie życia ważne i które jest dla mnie pewnego rodzaju drogowskazem na kolejne 12 miesięcy. Kilka lat temu tym słowem było "Szczęście", potem "Radość". W 2018 roku moim słowem przewodnim jest słowo "Wolność". Może ktoś z was też tak ma i zdradzi mi swoje słowo przewodnie na ten rok?

Życzę Wam Bardzo Szczęśliwego Roku!

2 komentarze:

  1. Ja mam aż trzy słowa na 2018. Pierwsze to: sukces. Bardzo go potrzebuje. A drugie, chyba jeszcze ważniejsze to: Bycie sobą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To są świetne słowa! "Bycie sobą" i "sukces" to brzmi naprawdę pięknie. Będę trzymać za Ciebie kciuki!

      Usuń

Jeszcze więcej z życia Panny Pollyanny znajdziesz na instagramie @pannapollyannaa