wtorek, 2 maja 2017

Saga najlepszym przyjacielem Panny Pollyanny




Jeśli ktoś, tak jak ja wychowywał się na Jeżycjadzie i serii o Ani, to po prostu chyba nie umie inaczej i musi kochać sagi. Ja kocham.


Przyzwyczajam się do bohaterów książkowych tak samo mocno, jak do ludzi. I potem, kiedy znikają to najnormalniej w świecie za nimi tęsknię.

Są sagi i sagi. Jedne po przeczytaniu wietrzeją z naszej pamięci. Inne zostają, jak wierni przyjaciele.


Kilka dni temu swoją premierę miał trzeci tom sagi "Czary codzienności" Agnieszki Krawczyk. Pisarkę poznałam dawno temu podczas targów książki w Katowicach. Od tej pory ogromnie jej kibicuję, bardzo się cieszę z jej sukcesów i z niecierpliwością czekam na kolejne premiery jej książek.



"Słoneczna przystań" to taka książka, która idealnie sprawdzi się jako lekarstwo na gorszy dzień albo po prostu chwilę, kiedy masz ochotę oderwać się od codzienności i wyruszyć w literacką podróż. Na czytelników czeka ponad pięćset stron opowieści o kolejnym etapie w życiu trzech sióstr, o ich wątpliwościach, o wyzwaniach, które stawia przed nimi los, o tym, czy miłość jest najważniejsza i co zrobić, kiedy nie wszystko idzie po naszej myśli. Nad siostrami wisi niebezpieczeństwo utraty wszystkiego, co do tej pory udało im się zbudować w Zmysłowie - bezpiecznego domu dla Tosi, dobrze prosperującej kawiarni, a nawet osób, na których najbardziej im zależy... Jak sobie z tym poradzą?

Podczas lektury "Słonecznej przystani" zdałam sobie sprawę, że każda z sióstr Nemirskich czegoś mnie nauczyła. Na codzień jestem raczej skrytą osobą, która swoje myśli mieli w sobie. Dużo czasu spędzam na rozmyślaniu i zdarza mi się często przemilczeć słowa, które mam ochotę powiedzieć. Bardzo podziwiam więc Danielę - za mówienie tego, co się ma na końcu języka, za szczere wyrażanie swoich osądów, za bycie odważną. Agata ujęła mnie swoją rozwagą, mądrymi decyzjami, dojrzałością. Tosia - spontanicznością, szybkim dostosowywaniem się do nowej sytuacji i wesołym usposobieniem. Zawsze wiedziałam, że właśnie od innych ludzi uczę się najwięcej, ale w zasadzie dzięki tej książce uświadomiłam sobie, że bohaterów literackich też można zaliczyć do tego grona.



Tytułowe "czary codzienności" rozumiem jako magię tkwiącą w każdym dniu, w dowolnym miejscu. Czary codzienności tylko czekają, aż je zauważymy. Nic tak nie przemawia do wyobraźni Panny Pollyanny, jak wyszukiwanie małych radości każdego dnia. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Jeszcze więcej z życia Panny Pollyanny znajdziesz na instagramie @pannapollyannaa