środa, 15 lutego 2017

Panna Pollyanna czyta "Akuszera bogów" Anety Jadowskiej


Niezależnie od tego co cię spotkało w życiu, zawsze możesz wstać, otrzepać się i iść dalej – zdaje się mówić Nikita w drugim tomie. Wielokrotnie podczas lektury miałam wrażenie, że Nikita jest jak feniks, który powstaje z popiołów i zaczyna wciąż na nowo.


Książka ma apetyczną grubość 398 stron, co pozwala na nasycenie się zarówno klimatem samej historii, jak i towarzystwem głównych bohaterów. Oczywiście po przeczytaniu ostatniej strony czytelnik ma ochotę na więcej i więcej, ale chyba już czas przyzwyczaić się do tego, że z książkami Jadowskiej tak po prostu jest.

Nikita wyrusza w podróż do źródeł. Z Robinem u boku i domem przyjaciół (prawie) u celu. Norwegia, pustka, las i zapach morza – autorka opisuje wszystko w tak sugestywny sposób, że po lekturze byłabym gotowa przysiąc, że kiedyś przejechałam Norwegię w poprzek wypożyczonym Vovlo. Siła literatury.

W trakcie lektury ciągle wracałam myślami do samej Jadowskiej. Jaka jest, co jest dla niej najważniejsze, co przeżyła. Dlaczego? Bo Nikita jest inna niż Dora Wilk. Dojrzalsza. Bardziej doświadczona przez los (choć nie zgorzkniała, jak można by sądzić). Daje innym prawo do popełniania błędów i swoją ogromną wewnętrzną siłą niezwykle mnie wzrusza.

„Rozumiesz, ogry mają warstwy – cebula ma warstwy” – pamiętacie tę historię? „Akuszer bogów” jest jak ogr. Na pierwszy rzut okna może być po prostu klasycznym przedstawicielem fantasy, w którym odważna bohaterka, mieszkanka magicznego miasta, walczy ze złem. Dla mnie ta książka to opowieść pełna nadziei i otuchy. Jadowska poprzez historię swojej bohaterki mówi o tym, że niezależnie od tego, ile kopniaków dostałeś od życia, ile bólu trzeba było znieść, to nadal żyjesz i nadal masz szansę na szczęście.

Nikita z tomu na tom jest mi coraz bliższa. Coraz bardziej rozumiem jej motywację i to, co robi. Czytając ten tom dużo myślałam o ludziach, którzy są wokół mnie. O tych, których mogę nazwać przyjaciółmi i na pomoc których mogę zawsze liczyć. Nie jest ich mało, ale pewnie dużo mniej niż zakładałabym kiedyś. I mam wielką nadzieję, że odpowiedziałabym na SMSa Ursy w taki sam sposób, w jaki zrobiła to Nikita.

Trudno mnie nazwać specjalistką, czy zagorzałą fanką fantasy. Pociągają mnie te książki, od których bohaterów mogę się czegoś nauczyć. A od Nikity można nauczyć się cholernie wiele, wierzcie mi na słowo, albo po prostu sprawdźcie czytając „Akuszera bogów”.


P.S. Jakiś czas temu jedna z polskich fundacji zajmujących się pomocą dzieciom-ofiarom przemocy zmieniła swoją nazwę na Dajemy Dzieciom Siłę. Na książkach Jadowskiej powinno być umieszczane hasło: „daje siłę kobietom”, bo rzeczywiście tak jest.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Jeszcze więcej z życia Panny Pollyanny znajdziesz na instagramie @pannapollyannaa