niedziela, 4 września 2016

O czym myślę, kiedy nie mogę zasnąć, czyli Panna Pollyanna czyta "Werandę na Czarcim Cyplu" Liliany Fabisińskiej


Do niedawna pierwsze tygodnie września zawsze spędzałam na Półwyspie Helskim. To czas, kiedy wszyscy wakacyjni turyści już wyjeżdżają, a ich miejsce zajmują emeryci i rodziny z maluchami. Potem Helenka poszła do szkoły i początek roku szkolnego uniemożliwił nam obu te wyjazdy. Ale wierzcie mi - wrzesień to najpiękniejszy miesiąc, jeśli chcecie odkryć Hel. Wyobraźcie sobie ciepły, wrześniowy poranek i świeże drożdżówe rogaliki z miejscowej piekarni zjadane na plaży z kubkiem gorącej kawy. Siedziałam, piłam kawę  i nie mogłam oderwać wzroku od morza, a Helenka bawiła się nieopodal zachwycona niekończącą się piaskownicą. Potem szłyśmy na spacer - ona w wózku śmiejąca się do wszystkich i wszystkiego, począwszy od leżących na drodze szyszek, a skończywszy na wszystkich mijanych ludziach, a ja wdychająca głęboko zapach lasu, morza i wiatru. Czasem wypożyczałyśmy rower z przyczepką, ona rozsiadała się w niej jak królowa, a ja pedałowałam leśną ścieżką wzdłuż morza (najpiękniejszy odcinek to ten pomiędzy Juratą i Helem - we wrześniu z każdej strony otacza ją dywan z wrzosów). Czasem, kiedy mała już spała, zostawiałam ją w pokoju z jej tatą, a sama szłam wieczorem na plażę, kładłam się na piasku, patrzyłam na księżyć i bez końca mogłam słuchać szumu fal.

O tym wszystkim myślałam czytając "Werandę na Czarcim Cyplu". I o tym, że wspomnienia to coś, czego nikt nigdy nie będzie w stanie nam odebrać.

Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika Panna Pollyanna (@pannapollyannaa)

Napisałam dziś na instagramie jak bardzo podobał mi się drugi tom serii "Jak pies z kotem". Najśmieszniejsze jest to, że Nina, jedna z dwóch głównych bohaterek, miejscami doprowadza mnie wprost do białej gorączki, a z drugiej strony tak bardzo ją lubię, że po prostu z całej siły trzymam za nią kciuki :D :D :D "Weranda..." w mistrzowski sposób kontynuuje klimat "Sanatorium pod Zegarem" - akcja jest tak samo świeża i nie do przewidzenia (pisałam o tej książce TU). Jednym słowem: dużo się dzieje. Uwielbiam książki, które mnie zaskakują i "Weranda na Czarcim Cyplu" jest właśnie taką książką. A siedemdziesięcioletnia Natalia po raz kolejny robi takie rzeczy, że mogę jej tylko zazdrościć odwagi i nieustającego apetytu na życie i przygody! Pani Liliano, kłaniam się Pani w pas! 

Młodość nosimy w sercu - tak brzmi motto całej serii i im więcej razy czytam te słowa, tym bardziej mi się one podobają.

A kiedy czasem budzę się w nocy, bo przyśnił mi się jakiś zły sen, to leżę w ciemności i myślę o szumiącym Bałtyku i białym piasku przesypującym się między palcami. Wspomnienia to coś, czego nikt nigdy ci nie odbierze, coś, co nosisz w sobie każdego dnia i z czego możesz czerpać spokój i nadzieję. Wystarczy, że poszukasz ich w sobie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Jeszcze więcej z życia Panny Pollyanny znajdziesz na instagramie @pannapollyannaa