środa, 28 września 2016

Półka dla duszy, czyli Panna Pollyanna czyta "Przyjaciół i rywali" Agnieszki Krawczyk (i nie tylko)


Co jakiś czas nachodzi mnie ochota, żeby zrobić wielkie porządki na regale z książkami. Wszystkie odkurzam, segreguję, przestawiam... Miałam już biblioteczkę ułożoną kolorami (Wyglądała świetnie! Musicie kiedyś spróbować!), alfabetycznie, tematycznie. Tym razem postanowiłam, że na honorowym miejscu ustawię książki, które poprawiają mi błyskawicznie nastrój, które mnie relaksują i sprawiają, że życie po ich lekturze staje się piękniejsze. Tak właśnie powstała moja "półka dla duszy". Ustawiłam na niej książki, które innym mogą wydawać się trochę "od Sasa do Lasa", ale dla mnie stoją dokładnie tam, gdzie powinny. Małgorzata Musierowicz - bo dzięki niej mogę odwiedzić Jeżyce i rodzinę Borejków, która zawsze, ale to zawsze trzyma się razem i ze wszystkimi problemami po prostu sobie radzi. John Karon i jej seria o Mitford - nieodmiennie mnie wzrusza, śmieszy, powoduje, że chce mi się lepiej żyć. Regina Brett i trzy tomy jej "lekcji" - często biorę je do ręki i czytam po jednej. I potem cały dzień myślę o tym co przeczytałam i co z tym zrobić :) To Regina Brett sprawia, że jestem bardzo wdzięczna za wszystko, co mam i wszystko, co się zdarza w moim życiu biorę za dobrą monetę.



Kilka dni temu na tę półkę trafiła też najnowsza książka Agnieszki Krawczyk "Przyjaciele i rywale", drugi tom serii Czary Codzienności. Dziś książka ma swoją premierę. Dlaczego znalazła się na mojej półce dla duszy? To książka, od której od początku do końca nie mogłam się oderwać. I nie tylko dlatego, jak wiele się tam dzieje, ale głownie z powodu klimatu opisywanego Zmysłowa i jego mieszkanek i mieszkańców. Małe miasteczko, ludzie, na których można polegać, piękny ogród, pachnąca herbata, obrazy pełne kwiatów... Niedawno doszłam do wniosku, że to dzięki Agnieszce i jej książkom pokochałam czytanie opisów przyrody w literaturze. Opisy mgieł unoszących się nad łąkami, kwiatów namalowanych na obrazach matki Agaty, głównej bohaterki serii, ogrodu za domem, zapachu ziół i potraw przygotowywanych przed Danielę - Agnieszka Krawczyk jest dla mnie mistrzynią plastycznych i sensualnych opisów. Lubię w książkach tej autorki to, że one dają nadzieję i pokazują siłę nas, zwyczajnych kobiet. Mimo złamanych serc, skomplikowanej sytuacji rodzinnej, kłopotów z wagą i setki innych problemów, które spotykają nas każdego dnia - nadal wierzymy w miłość, chcemy spełniać swoje marzenia, uśmiechamy się, dbamy o naszych bliskich i nigdy się nie poddajemy. Dla mnie o tym właśnie jest ta książka - o tym, żeby nigdy się nie poddawać i każdego dnia szukać "czarów codzienności". Diabeł tkwi w szczegółach, a szczęście w małych przyjemnościach dnia codziennego. Jeśli szukacie lektury, która pozwoli Wam oderwać się od zmartwień, pochłonie was i zachwyci piękną polszczyzną, koniecznie sięgnijcie po "Siostry" i "Przyjaciół i rywali". Pierwszą część sagi, wzięłam ze sobą na tegoroczne wakacje i pojechała ze mną półtora tysiąca kilometrów, czytałam ją leżąc wieczorem w pokoju, czekając na dworcu, odpoczywając przy wodospadzie, była ze mną dosłownie wszędzie.


Mój blog objął patronat nad tą książką. Postanowiłam zostawiać ślad Panny Pollyanny wszędzie tam, gdzie czuję, że i Wam może spodobać się to, co polecam. Agnieszkę Krawczyk, autorkę serii znam od kilku lat, bardzo kibicuję jej twórczości i od zawsze czuję, że Agnieszka pisze właśnie dla mnie. Stąd mój patronat. Tu możecie przeczytać fragment książki (KLIK), a już dziś zapraszam Was na spotkanie autorskie które poprowadzę razem z siostrą, Prowincjonalną Nauczycielką na Śląskich Targach Książki w Katowicach. Zapraszamy na literackiej śniadanie z Agnieszką Krawczyk, które odbędzie się w najbliższą sobotę o 10:00 na scenie targów książki (koniecznie kliknij TUTAJ). Poza pyszną kawą i małym co nieco zapraszamy Was na warsztat z pisania i rozmowę o tym jak spełnić swoje marzenia o pisaniu i nie tylko! Do zobaczenia!

czwartek, 15 września 2016

Poradzisz sobie ze wszystkim co cię spotyka, czyli Panna Pollyanna czyta "Dziewczynę z Dzielnicy Cudów" Anety Jadowskiej

Gdyby to Jadowska pisała Ewangelię wg św. Mateusza to jej zdanie brzmiałoby pewnie tak: "Przyjdźcie do mnie wszyscy, którzy macie dziwnych rodziców i porąbane dzieciństwo, a ja was przygarnę i opiszę".

Nikita. Płatna zabójczyni szkolona do tej roli przez własną matkę w zasadzie od wczesnego dzieciństwa. Mieszkanka Warsa - mrocznego miasta, w którym nic nie jest takie, jak być powinno (chyba, że porównamy je do Sawy i wtedy Wars wydaje nam się miłym sennym amerykańskim miasteczkiem). Nikita, z którą fani książek Anety Jadowskiej spotkali się już przelotnie wcześniej i - stawiam na to wszystko, co mam - niewielu czytelników zapałało do niej miłością po tym spotkaniu.

Tworząc serię o Nikicie Jadowska skoczyła w literacką przepaść głową w przód. I wiecie co? Nie tylko wyszła z tego skoku w jednym kawałku, ale powiedziałabym nawet, że z przepaści wyleciała jak pocisk w niebieskim obcisłym stroju (sami wiecie kogo mam na myśli ;). Najnowsza książka Jadowskiej ogromnie mnie, jej stałą i wierną czytelniczkę, zaskoczyła. Zaskoczyła pozytywnie. Widać jak autorka rozwinęła swój warsztat, jak pozwala sobie na coraz większą fabularną swobodę, tak jakby każda kolejna wydawana książka dawała jej siłę i odwagę. Brawo i czapki z głów za nieosiadanie na laurach! Po serii o Nikicie spodziewałam się raczej, że będzie odbiciem bestsellerowej serii o Dorze Wilk - po prostu z inną bohaterką. To byłoby bezpieczne posunięcie! Fani książek Anety Jadowskiej byliby szczęśliwi, że dostali to, co znają i to, co zdarzyli już polubić (a niektórzy wręcz, nie bójmy się tego słowa - pokochać). Jadowska przyszykowała nam jednak prawdziwą literacką niespodziankę. Mroczną, przejmującą na wskroś, ale niezwykle pociągającą i pełną uroku.

Ilustracja genialnej Magdaleny Babińskiej - więcej znajdziecie TU.
Jeśli ktoś z Was spodziewa się, że w Warsie i Sawie odnajdzie znaną sobie Warszawę, to raczej niech się nie spodziewa (chyba, że mieszkam w jakiejś innej Warszawie ;). W zamian za to otrzymujemy kompletnie nowy świat: pokręcony i dziwny, rządzący się swoimi własnymi (bez)prawami, pełen niezwykłych mieszkańców, którzy są tak niejednoznaczni, jak tylko niejednoznaczni mogą być ludzie.

Czytałam "Dziewczynę z dzielnicy cudów" całą noc. Jakoś ta książka bardzo mi pasuje do całonocnego czytania.

Wszystko mi się w niej podoba i nie umiem przyczepić się do żadnej rzeczy. Uwielbiam Robina za to, że nie mam pojęcia kim jest i czego można się po nim dalej spodziewać. I Nikitę - bo daje nadzieję na to, że z każdego koszmaru jaki nam się w życiu przytrafia (albo jaki fundują nam inni) można wyjść cało, mimo, że to wymaga czasu i ciężkiej pracy. Pocieszające.

ilustracja autorstwa Magdaleny Babińskiej
Uwielbiam pisarzy, którzy zaskakują i Jadowska to własnie ze mną zrobiła. Rozłożyła mnie na łopatki, by potem podnieść, poklepać po plecach i powiedzieć: "Witaj w domu".

Koniecznie przeczytajcie "Dziewczynę z dzielnicy cudów". Prawdziwa literacka uczta dla fanów urban fantasy.

Gratulacje dla Autorki i wydawnictwa SQN!

niedziela, 4 września 2016

O czym myślę, kiedy nie mogę zasnąć, czyli Panna Pollyanna czyta "Werandę na Czarcim Cyplu" Liliany Fabisińskiej


Do niedawna pierwsze tygodnie września zawsze spędzałam na Półwyspie Helskim. To czas, kiedy wszyscy wakacyjni turyści już wyjeżdżają, a ich miejsce zajmują emeryci i rodziny z maluchami. Potem Helenka poszła do szkoły i początek roku szkolnego uniemożliwił nam obu te wyjazdy. Ale wierzcie mi - wrzesień to najpiękniejszy miesiąc, jeśli chcecie odkryć Hel. Wyobraźcie sobie ciepły, wrześniowy poranek i świeże drożdżówe rogaliki z miejscowej piekarni zjadane na plaży z kubkiem gorącej kawy. Siedziałam, piłam kawę  i nie mogłam oderwać wzroku od morza, a Helenka bawiła się nieopodal zachwycona niekończącą się piaskownicą. Potem szłyśmy na spacer - ona w wózku śmiejąca się do wszystkich i wszystkiego, począwszy od leżących na drodze szyszek, a skończywszy na wszystkich mijanych ludziach, a ja wdychająca głęboko zapach lasu, morza i wiatru. Czasem wypożyczałyśmy rower z przyczepką, ona rozsiadała się w niej jak królowa, a ja pedałowałam leśną ścieżką wzdłuż morza (najpiękniejszy odcinek to ten pomiędzy Juratą i Helem - we wrześniu z każdej strony otacza ją dywan z wrzosów). Czasem, kiedy mała już spała, zostawiałam ją w pokoju z jej tatą, a sama szłam wieczorem na plażę, kładłam się na piasku, patrzyłam na księżyć i bez końca mogłam słuchać szumu fal.

O tym wszystkim myślałam czytając "Werandę na Czarcim Cyplu". I o tym, że wspomnienia to coś, czego nikt nigdy nie będzie w stanie nam odebrać.

Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika Panna Pollyanna (@pannapollyannaa)

Napisałam dziś na instagramie jak bardzo podobał mi się drugi tom serii "Jak pies z kotem". Najśmieszniejsze jest to, że Nina, jedna z dwóch głównych bohaterek, miejscami doprowadza mnie wprost do białej gorączki, a z drugiej strony tak bardzo ją lubię, że po prostu z całej siły trzymam za nią kciuki :D :D :D "Weranda..." w mistrzowski sposób kontynuuje klimat "Sanatorium pod Zegarem" - akcja jest tak samo świeża i nie do przewidzenia (pisałam o tej książce TU). Jednym słowem: dużo się dzieje. Uwielbiam książki, które mnie zaskakują i "Weranda na Czarcim Cyplu" jest właśnie taką książką. A siedemdziesięcioletnia Natalia po raz kolejny robi takie rzeczy, że mogę jej tylko zazdrościć odwagi i nieustającego apetytu na życie i przygody! Pani Liliano, kłaniam się Pani w pas! 

Młodość nosimy w sercu - tak brzmi motto całej serii i im więcej razy czytam te słowa, tym bardziej mi się one podobają.

A kiedy czasem budzę się w nocy, bo przyśnił mi się jakiś zły sen, to leżę w ciemności i myślę o szumiącym Bałtyku i białym piasku przesypującym się między palcami. Wspomnienia to coś, czego nikt nigdy ci nie odbierze, coś, co nosisz w sobie każdego dnia i z czego możesz czerpać spokój i nadzieję. Wystarczy, że poszukasz ich w sobie.

Jeszcze więcej z życia Panny Pollyanny znajdziesz na instagramie @pannapollyannaa