czwartek, 14 lipca 2016

Tajemnica Panny Pollyanny, czyli o co w tym wszystkim chodzi

Jest jedna rzecz, która jest moim życiowym kompasem. Która trzyma mnie w pionie i która sprawia, że robię to, co robię i żyję tak, jak żyję. To bardzo ważny dla mnie wpis i w zasadzie kwintesencja mojej życiowej filozofii. Macie ochotę o tym poczytać? Jeśli tak, to zapraszam, poznajcie moją historię.

W maju, jak co roku, byłam na Warszawskich Targach Książki i przy okazji zajrzałam na stoisko wydawnictwa Filia. Jak wiecie, przepadam za książkami Agnieszki Krawczyk, której książki Filia wydaje i miałam nawet okazję poprowadzić jedno z jej spotkań autorskich. Tak naprawdę Wydawnictwo Filia pamiętam jeszcze sprzed kilku lat, kiedy swoje targowe stoisko przyozdobiło gałązkami bzu. Bez pachniał obłędnie, a książki stojące obok niego miało się ochotę porwać ze stoiska i biec z nimi do parku :) Od tej pory zaglądam do nich regularnie, żeby zobaczyć "co w trawie piszczy" i zamienić kilka słów z autorami.

Tym razem spotkałam na nim Gabrielę Gargaś,  którą miałam okazję posiedzieć i zamienić kilka słów, zadać kilka pytań... Miałam nawet w planie umieścić na blogu wywiad z nią, ale po tej pospiesznej rozmowie czuję taki niedosyt, że mam potrzebę powtórki, żeby naprawdę móc powiedzieć Wam o tej autorce coś więcej. Bije z niej coś niezwykłego i jest tak piękna, że nie mogłam przestać się na nią gapić :D Obiecuję, że zrobię wszystko, żeby powtórzyć naszą rozmowę i opowiedzieć Wam o niej coś więcej. Sama autorka pisze o sobie tak: "Uważam, że marzenia warto spełniać, nawet te, które wydają się niemożliwe do spełnienia. Czasami warto iść za głosem serca, a nie kalkulować, co się opłaca, a co już nie. Każdy upadek nawet ten z wysokości sprawia, że mogę spojrzeć na życie z innej perspektywy, choćby leżącej. Marzenia same się nie spełniają, tylko dlatego, że o nich mówimy. Potrzeba pracy, pracy i jeszcze raz pracy. Każdy, kto coś osiągnął włożył w to mnóstwo pracy. Jestem twardzielką, ale niekiedy życie i mnie powala na kolana. Czasami dłużej sobie poleżę, ale potem się podnoszę i idę dalej. Zaczynam od nowa.  Gdyby nie życiowe doświadczenia, nie byłabym tu gdzie teraz jestem. Znam swoją wartość. Nie żałuję niczego, choć popełniłam sporo głupstw. Ludzie często czekają na jakieś niezwykłe wydarzenia czy sytuacje z zewnątrz, żeby odnaleźć szczęście. Potrzebują coraz więcej rzeczy, przedmiotów, które pozornie im to szczęście dają. Uwielbiam obserwować małe dzieci, które cieszą się niemal ze wszystkiego. Bierzmy przykład z dzieci, które doceniają małe drobnostki i potrafią się nimi cieszyć. Wystarczy na chwilę się zatrzymać, rozejrzeć się wokół i dostrzec ile jest okazji do radości." 


Urzeczona osobowością autorki, z targów wyszłam z jej najnowszą książką w torbie. "A między nami wspomnienia" zawiera w sobie opowieść z lat młodości babci głównej bohaterki książki. Miłosną historię, która byłaby piękna, gdyby nie pewien szczegół - czas, w którym spotkali się młodzi ludzie i ich narodowość. To, co mnie najbardziej ujęło w tej historii to jej przesłanie - żadna miłość nie jest zła. Miłość jest najczystszą rzeczą, która istnieje na tym świecie i największą energią, jaka tylko jest. Miłość zmienia życie ludzi najbardziej, jak tylko się da. I nawet jeśli z powodu miłości ludzie cierpią, to życie bez miłości boli bardziej. "A między nami wspomnienia" to książka, o której myśli się jeszcze wiele tygodniu po skończonej lekturze, książka, która we mnie zostawiła swój trwały ślad. TU (klik) możecie przeczytać pierwsze 20 stron tej książki na zachętę.

Kolejna książka, która wróciła ze mną z targów, to "Promyczek". Miał tak entuzjastyczne recenzje, że nie mogłam się mu oprzeć i musiałam przetestować na sobie. I wiecie co zaskoczyło mnie najbardziej? Żadna z tych recenzji nie była przesadzona! Zabrałam książkę ze sobą na długi weekend na Mazurach. I do dziś jestem "Promyczkiem" zachwycona. Książka opowiada o kilku miesiącach z życia Kate - amerykańskiej dziewczyny, która idzie na studia i rozpoczyna nowy rozdział w swoim życiu. Kate mimo młodego wieku przeżyła niejedno - odejście ojca, problemy z matką, która  nigdy nie zajmowała się ani Kate, ani jej młodszą siostrą, opiekę nad niepełnosprawną siostrą i jej śmierć. A mimo to Kate jest szczęśliwa, pełna radości i czerpie z życia pełnymi garściami. Promienieje wewnętrznym blaskiem i dlatego jej najbliższy przyjaciel nazywa ją "Promyczkiem". Dla mnie historia opisana w "Promyczku" to kolejny dowód na to, że tylko mając świadomość tego, jak wiele otrzymaliśmy od losu, jesteśmy w stanie być szczęśliwi. Nie chcę Wam odbierać przyjemności zagłębiania się w tę historię i dlatego nie piszę o szczegółach fabuły. Ale obiecuję Wam, ze warto.


Dlaczego piszę o książkach, kiedy miałam pisać o mojej życiowej filozofii? Bo te wspomniane powyżej książki są właśnie o tym, co najważniejsze dla mnie. Przez cztery lata pracowałam w organizacji zajmującej się udzielaniem pomocy humanitarnej ofiarom wojen, klęsk naturalnych i głodu. Codziennie oglądałam w pracy zdjęcia i filmy z naszych misji i codzienne stykałam się ze śmiercią niewinnych dzieci, kobiet... Pewnego dnia obiecałam sobie, że nie zmarnuję w swoim życiu JUŻ ANI JEDNEGO DNIA. I będę robiła tylko to, co ma sens, co jest zgodne z moją własną prawdą i tym, w czym jestem najlepsza. Dla mnie tym, co ma sens, jest kochanie ludzi. Niezależnie od tego kim są i w jakich okolicznościach pojawiają się moim życiu. Chciałabym mieć czarodziejską moc i sprawić, by wszyscy ludzie na świecie byli szczęśliwi. Dopóki jednak jestem sobą, a nie Czarodziejską Wróżką, staram się po prostu każdego dnia sprawić, by choć jedna osoba poczuła się dzięki mnie lepiej. Żeby poczuła miłość, radość, bezpieczeństwo. Żeby się uśmiechnęła i pokochała życie. Oto moja tajemnica.


Jakiś czas tamu zrobiłam sobie piąty tatuaż, który był prezentem od mojego przyjaciela (zgadnijcie, co powiedziała na niego moja mama? Dla podpowiedzi dodam, że nie było to "ależ on jest piękny!" ani też "cóż za subtelna, kobieca kreska!"). LOVIS - to imię matki Ronji z książki "Ronja, córka zbójnika". Jakiś czas temu napisałam na swoim facebooku, że chciałabym zostać Lovis, kiedy dorosnę ;) i coś w tym jest. Bo Lovis jest odważna, mądra i umie kochać. LOVIS to też trochę gra słów, "love is" zapisane inaczej. "Miłość jest" - najważniejsza i jest tym, czego według mnie świat potrzebuje najbardziej. Coś czuję, że Promyczek przyznałaby mi rację. Kochajmy. Z całych sił.
Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika Panna Pollyanna (@pannapollyannaa)

P.S. Ten tekst dojrzewał we mnie od kilku tygodni. I czuję wielką potrzebę, żeby dopisać do niego ważne post scriptum. Kochać świat i ludzi nie oznacza jednocześnie godzić się na wszystko i przyjmować z pokorą tego, co się nam w życiu przydarza. Żeby kochać innych, najpierw trzeba kochać siebie. A kochać, znaczy szanować siebie, dbać o siebie i postępować tak, jak podpowiada nam serce. Wiem, wiem, to banał, ale bez tego wszystko pójdzie w złym kierunku. Jeśli najpierw nie pokochasz siebie, to będziesz szukać tej miłości wszędzie gdzie się da pozwalając innym na zachowania, które ani nie są dla ciebie dobre, ani nie są objawem miłości i zainteresowania (niezależnie co twierdzi ta druga strona). Nie wolno pozwalać innym na ranienie nas, nawet jeśli mówią, że to w imię miłości. Miłość nie rani. Dbajcie o siebie i nie pozwólcie, żeby ktoś traktował Was źle, nawet w imię dziwnie pojmowanej miłości. Przecież w głębi duszy każdy z nas wie, co jest dla niego dobre, prawda?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Jeszcze więcej z życia Panny Pollyanny znajdziesz na instagramie @pannapollyannaa