środa, 13 lipca 2016

5 rzeczy z mojej kosmetyczki, bez których nie mogę żyć, czyli zapach mięty i ogórka

Lato to idealny czas, żeby na weekend wybrać się na jakąś krótką wycieczkę za miasto. Lubię spontaniczne wyjazdy, więc wrzucam do torby tylko to, co najważniejsze i ahoj przygodo :D Oto moje kosmetyczne hity, bez których nie ruszam się z domu.

1. Tonik ogórkowy Ziaja. Używam go bez przerwy od kiedy pamiętam. Pierwszy dostałam od mamy w wieku 13 lat i moja miłość do niego trwa nieprzerwanie aż do dziś. Używanie tego toniku rano i wieczorem jest dla mnie tak oczywiste jak mycie zębów. Właśnie sobie uświadomiłam, że używam go już ponad 20 lat! Ciekawe ile buteleczek już zużyłam :D Na szczęście ten tonik jest bardzo tani - jego cena w zależności od sklepu waha się od 6 do 7 zł. Lubię myśleć, że dzięki niemu nigdy nie miałam żadnych problemów z cerą.
2. Podkład do twarzy Lirene City Matt. Nie pamiętam dlaczego sięgnęłam po niego po raz pierwszy. W zależności od drogerii kosztuje od 19 do 22 złotych, jeśli spotykam go gdzieś w jakiejś lepszej cenie, biorę od razu dwa na zapas ;) Uwielbiam go za efekt porcelanowej skóry i dobre krycie. Wiem, że niektóre moje koleżanki narzekają, że jest dla nich za ciężki, ale dla mnie to podkład numer 1. Testowałam inne podkłady Lirene, ale żaden nie przekonał mnie do siebie tak, jak ten. Polecam!
3. Szczotka Tangle Teezer. Miałam opory, czy pisać o tej szczotce, bo piszą o niej wszyscy :D Ale ja po prostu ZAWSZE mam ją przy sobie i ciężko mi sobie wyobrazić, że mogłabym używać innej (nawet moja mama używa tylko tej szczotki). W domu mam obecnie trzy - jedną klasyczną (i tę lubię najbardziej) i dwie kompaktowe (czyli takie mniejsze, z zamknięciem). Jedna z nich zawsze mieszka w mojej torebce, a druga - w szkolnym plecaku Helenki. Moja przyjaciółka kupuje swoje na allegro, ja do tej pory wszystkie trzy kupiłam w Rossmannie za jakieś 40-45 zł z tego co pamiętam. Poważnie rozważam zakup tej z rączką - czy któraś z Was ją miała i mogłaby się podzielić ze mną wrażeniami?

4. Balsam do ust EOS miętowy. Do tej pory miałam dwa - miętowy i waniliowy. Zdecydowanie ten pierwszy to mój hit! W dwa dni uratował zimą moje spierzchnięte, popękane usta. Kosztuje 25 zł (jak dla mnie to dużo), ale jest tak wydajny, że zużywam go kilka miesięcy, więc nie jest źle (a używam go kilkanaście razy dziennie). Jest idealny na upały - odświeża, nawilża i powoduje, że usta są miękkie i odżywione, a nie oblepione, czego wprost nie znoszę. Gdybym nie dostała go kiedyś w prezencie od koleżanki, pewnie nigdy bym nie wpadła na pomysł, żeby go kupić, więc potraktujcie mnie jak koleżankę, która mówi Wam, że warto :)
5. Balsam do ciała. Bez balsamu do ciała nie wyobrażam sobie życia. Mogę nie użyć perfum, ale bez balsamu do ciała czuję się jakaś taka niezadbana i niepachnąca :D Mam ich co najmniej kilka równocześnie, bo kiedy widzę jakiś fajny w promocji, to nie mogę mu się oprzeć. W ostatnim czasie po wieczornym prysznicu smaruję się głównie balsamem o zapachu wanilii, a na dzień używam zmieszanych balsamów - brązującego Lirene i Dove z drobinkami. Ta mieszanka nałożona na skórę nadaje jej fajny, brązowy letni odcień bez żadnych plam i smug. Uwielbiam kiedy moja koszulka nocna przechodzi zapachem balsamu do ciała, jakoś mi się wtedy lepiej śpi :) W najbliższym czasie kupię pewnie ten balsam z Rossmanna (kosztuje 9,99 zł za 350 ml) - wąchałam go w sklepie i pachnie obłędnie!

A Wy? Bez czego nie wyobrażacie sobie swojej weekendowej kosmetyczki?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Jeszcze więcej z życia Panny Pollyanny znajdziesz na instagramie @pannapollyannaa