piątek, 3 czerwca 2016

Czerwiec, czyli miesiąc na śmiech

W byciu rodzicem jest wiele świetnych rzeczy, a jedną z najfajniejszych jest to, że gdyby nie Helena, to pewnie Dzień Dziecka byłby jednym z wielu dni w ciągu roku. Ale Helena jest jak wykrzyknik na końcu zdania - dzięki niej wiem, co RZECZYWIŚCIE jest w życiu ważne. Często rozmawiamy przed zaśnięciem i zachęcam ją do układania na głos list najmilszych, najfajniejszych, najcudowniejszych rzeczy (czy już zauważyliście moją obsesję na punkcie przeróżnych list? ;). Leżymy i na głos wymieniamy (Helena wymienia, a ja słucham i staram się nie zapominać): głaskanie psa tam, za uchem, gdzie ma najbardziej miękką sierść, małe kotki, bo są takie słodkie, wieczorne mizianie po pleckach, jedzenie sorbetów truskawkowych, zabawa z przyjaciółmi... Lista ciągnie się i ciągnie i wierzcie mi na słowo - są na niej właśnie same tak wspaniałe, bezcenne rzeczy. I kiedy nad tym chwilę pomyśleć, to rzeczywiście nigdy nie wspominam z rozrzewnieniem tej chwili, w której kupiłam sobie wymarzoną sukienkę, ale często bezcenne chwile z przyjaciółmi, jak na przykład ta, kiedy po kilkugodzinnej wędrówce po Bieszczadach usiadłyśmy z O. na zwalonym pniu nad rzeką i napiłyśmy się z termosu gorącej, słodkiej herbaty...

Ostatni długi weekend spędziłam na Mazurach, u mojej mamy. To był zdecydowanie czas pod znakiem powrotu do dzieciństwa - właśnie dzięki Helenie. Była gra w kometkę, puszczanie baniek mydlanych, zabawa w podchody, czytanie na trawie, głaskanie królika, jedzenie lodów i śmiech, mnóstwo śmiechu!

Przedwczorajszy Dzień Dziecka przypomniał mi o tym, co ostatnio zgubiłam w codziennym pośpiechu - tylko ode mnie zależy, jak często będę się śmiać. Postanowiłam więc podjąć wyzwanie - czerwiec będzie najradośniejszym, najbardziej beztroskim miesiącem tego roku! Co mam zamiar robić?

Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika Panna Pollyanna (@pannapollyannaa)

Więcej się bawić! Nie mam na myśli wieczornych wyjść do klubu, bo za tym jakoś szczególnie nie przepadam. Myślę o tym, żeby rano uśmiechnąć się do siebie w lustrze (to może być dobry początek dnia), a potem spróbować w każdą czynność włożyć tyle zabawy, ile to tylko możliwe. W drodze do szkoły Heleny wspólnie będziemy układać śmieszne wierszyki, do autobusu zabiorę zabawną książkę, po południu wyjdziemy na rolki, a wieczorem... poszukamy pingwinów ;)


Na urodziny dostałam w tym roku kilka kolorowanek i już myślę o tym, że w najbliższy weekend zabiorę je w plener wraz z pudełkiem kredek. Kto wie, może ktoś jeszcze przyłączy się do zabawy?

Jeśli tak jak ja, masz ostatnio wrażenie, że pędzisz w jakimś szalonym tempie, to przypomnij sobie jak to było, kiedy byliśmy dziećmi. Żyliśmy tylko tu i teraz i cieszyliśmy się, kiedy mama dała nam na gumę w szkolnym sklepiku.

Mój plan na czerwiec jest taki - będę uśmiechniętą mamą dla mojej córki. Także tej wewnętrznej! :)

P.S. Muszę Wam koniecznie napisać o naszym najnowszym książkowym odkryciu! "Gdzie jest pingwin" to książka z serii tych, w których musicie znaleźć ukryte na ilustracji zwierze, czy przedmiot. Okropnie nam się ta książka podoba, leży u nas w domu pod ręką i w każdej wolnej chwili wybieramy się na "poszukiwania" :) Każdy z pingwinów ma swoje imię (jest ich dziesięć) i jest członkiem pingwiniej rodziny, która postanowiła uciec z ZOO i wrócić na Antarktydę. Na kolejnych stronach książki odwiedzają bardzo zatłoczone miejsca i należy je w nich znaleźć. Pingwiny są super i książka też, jeśli będziecie szukali czegoś fajnego na rodzinne wyjazdy, jako remedium na "mamo-nudzę-się", to polecam gorąco! My jesteśmy zachwycone :D

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Jeszcze więcej z życia Panny Pollyanny znajdziesz na instagramie @pannapollyannaa