poniedziałek, 18 kwietnia 2016

Zaczniesz żałować, że nie masz siedemdziesięciu lat, czyli Panna Pollyanna czyta "Sanatorium pod zegarem" Liliany Fabisińskiej



Uwierzcie mi na słowo - za każdym razem kiedy mam dostać książkę pocztą, dzieje się coś dziwnego! Tym razem też! Zamówiłam książkę na nowy adres, wiedziałam, że została wysłana, czekałam, czekałam i nic! Sprawdzałam skrzynkę dwa razy dziennie i wciąż nie było w niej ani książki, ani awizo. W końcu wczoraj straciłam cierpliwość i poszłam na pocztę. Pani otworzyła zeszyt i okazało się, że widnieje w nim adnotacja o przyjęciu mojej przesyłki i podpis osoby odbierającej!!!! Szkoda, że nie widzieliście co robi Panna Pollyanna, kiedy okazuje się, że ktoś odebrał na poczcie JEJ KSIĄŻKĘ :D :D :D Zaraz przybiegła kierowniczka poczty i czym prędzej poszła na zaplecze sprawdzić, czy może jakiś cudem moja przesyłka nadal tam jest. I BYŁA! Okazało się, że ktoś obierając swój list podpisał się w nieodpowiednim miejscu, czyli moim ;) Ufff!

Na co tak czekałam? Na "Sanatorium pod Zegarem" Liliany Fabisińkiej. Książka, którą wydawnictwo opisuje jako "zabawną intrygę kryminalną i piękną obyczajową powieść o zmianie ról". Dla mnie - brzmiało na tyle kusząco, że kiedy tylko książka trafiła w moje ręce, od razu zaczęłam ją czytać i przeczytałam te prawie 500 stron w.... kilka godzin!

Wszystko zaczyna się od dwóch drabin i zdjęć. I od dwóch kobiet - zupełnie innych, zupełnie różnych, które trafiają do wspólnego pokoju w sanatorium w Ciechocinku. A potem jest już tylko dziwniej niż na początku i jeszcze śmieszniej, niż można się spodziewać. W tle odwołany ślub, trup w basenie i policjant o rybim nazwisku. Ta książka jest jak przejażdżka na rollercoasterze - co strona, to nowe zaskoczenie i nieoczekiwany zwrot akcji! I to, co zachwyciło mnie na sam koniec: informacja o tym, że "Sanatorium..." to pierwszy tom z serii, a akcja kolejnej książki będzie miała miejsce w Helu!

Być może jeszcze o tym nie pisałam, ale kocham Półwysep Helski. W sezonie byłam na nim tylko raz i nigdy więcej sobie tego nie zrobiłam. Ale poza sezonem - to dla mnie najwspanialsze, najpiękniejsze, najcudowniejsze miejsce na ziemi. Szerokie piaszczyste plaże, ścieżka rowerowa biegnąca to nad zatoką, to przez wrzosowiska, spokojny, niespieszny rytm życia. Nigdzie nie wypoczywam tak, jak na Helu (no, może jeszcze u mamy na Mazurach).

A wracając do książki, to jej akcja dzieję się głównie w Ciechocinku, choć na chwilę przenosimy się także wraz z bohaterką do Krakowa i do... Paryża:


Natalia, jedna z dwóch głównych bohaterek "Sanatorium..." jest niezwykła i polubiłam ją od pierwszej chwili. Mimo, że ma ponad siedemdziesiąt lat, to wiele razy podczas lektury pomyślałam sobie, że chciałabym być taka jak ona - i wcale nie ze względu na idealne maniery, czy inne cechy, które powinna mieć starsza pani. Raczej - ze względu na jej odwagę, pasję i radość życia! Swoją droga to ciekawe, jak wiele mogą nas nauczyć ludzie, których raczej byśmy o to nie posądzali, prawda? Mieliście kiedyś taką sytuację? Że ktoś, być może nawet nieświadomie, dał Wam lekcję na całe życie?
Podsumowując - "Sanatorium pod Zegarem" to świetna książka dla osób, które tak jak ja, lubią podczas lektury śmiać się w głos, wzruszać do łez i być zaskakiwanym. Pani Liliano - dziękuję! Dzięki Pani książce bawiłam się świetnie! Mój ulubiony fragment jest o tym, dlaczego Nina nazywa się Maria Antonina, a jej siostry noszą takie, a nie inne imiona - na samo jego wspomnienie zaczynam chichotać! :)

P.S. A Wy koniecznie przeczytajcie i dajcie mi znać, czy też się Wam podobało! I jeśli macie ochotę wygrać weekend w Ciechocinku, to do 18 kwietnia na FP @OnaCzyta trwa konkurs KLIK. Powodzenia!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Jeszcze więcej z życia Panny Pollyanny znajdziesz na instagramie @pannapollyannaa