piątek, 4 marca 2016

Żeby znaleźć, najpierw trzeba zgubić

Obiektywnie rzecz biorąc mój ostatni rok, to nie był łatwy rok. Wyprowadzka z domu, odejście z pracy... Nie wszyscy przyjaciele zaakceptowali moje wybory i zmiany, jakie za tym nastąpiły, wiele znajomosci się skończyło i obok mnie zostali nieliczni. Spędzałam bezsenne noce w łożku myśląc o tym, ze zaczynam od zera, ze poza córką nie mam nic i płakałam ze strachu, bojąc się, co będzie jutro. 

A potem zaczęły się dziać cuda.

Mieszkanie, które znalazłam z ogłoszenia okazało się być w miejscu, w którym zawsze chciałam mieszkać i z najpiękniejszym widokiem z balkonu, jakie tylko miałam. Ci przyjaciele, którzy pozostali, okazali się dawać mi tyle szczęścia i radości, ze nigdy przedtem nie czułam się tak zaopiekowana.

Życie porwało mnie i zalało swoją falą, a każdy dzień był pełen nowych niespodzianek. Co wieczór kładłam się spać z poczuciem wszechogarniającego szczęścia i budziłam się ze spokojnym sercem. To, co na początku wydawało mi się być końcem świata, było zaledwie preludium do tych wszystkich wspaniałości, które szykowało mi życie.

Żeby coś znaleźć, najpierw trzeba zgubić. Żeby dostać wszystko, czego się pragnie, trzeba mieć puste ręce. Jeśli czujesz, ze straciłaś wszystko, to jesteś na dobrej drodze, żeby dostać jeszcze więcej. Jeśli jesteś pogrążony w ciemności cierpienia, otwórz oczy i popatrz z nadzieją w przyszłość, bo to, co najlepsze w Twoim życiu, właśnie nadchodzi.

Pełna wdzięczności dziękuję losowi za wszystkie straty. One uczą mnie jeszcze bardziej doceniać to, co otrzymuję każdego dnia. Niech Twoje serce napełni się nadzieją, bo wkrótce życie pokaże Ci to, co dla Ciebie przygotowało na deser. A w tym przypadku uczta dopiero się zaczyna.

czwartek, 3 marca 2016

"Siostry", czyli książka o tym, że czasem coś musi nas obudzić do życia

Panna Pollyanna powróciła. Trochę potargana przez jesienne wiatry, zmarznięta od zimowego mrozu i przemoknięta od deszczy przedwiośnia. Ale nadal kochająca życie i patrząca z nadzieją w przyszłość.

Nie, nie przespałam tej zimy (choć niejednokrotnie miałam ochotę wejść po kołdrę i zostać tam mniej więcej do kwietnia). Po prostu zmieniałam swoje życie, odkrywałam nowe rzeczy, szukałam odpowiedzi na ważne pytania (ale o tym następnym razem)... A to bardzo zajmujące zajęcia, sami wiecie.

Wczoraj odybyła się premiera książki "Siostry" Agnieszki Krawczyk. Pamiętacie jak pisałam o "Dolinie mgieł i róż"? Że czytając ją czułam się, jakby ktoś napisał książkę specjalnie dla mnie?



"Siostry" to jak spotkanie z dawno niewidzianą przyjaciółką. Na początku musicie się trochę ze sobą oswoić, ale już po kilku chwilach odkrywacie, że to przecież wy i że nic się nie zmieniło między wami.

"TYTUŁY MI SIĘ WYMYŚLA NAJŁATWIEJ"*


"Siostry" zaczarowały mnie od pierwszych stron. I wciąż zadaję sobie pytanie, czy Agnieszka Krawczyk poza pisaniem umie też malować? Bo maluje pięknie! Słowa, które przelewa na papier przenoszą nas do wyjątkowego miejsca. Miejsca, w którym po prostu chce się być, w którym czas płynie inaczej i w którym widać wszystko zupełnie z innej perspektywy. "Siostry" to pierwszy tom z nowej serii pt. "Czary codzienności". Coś w sam raz dla Panny Pollyanny, zgodzicie się ze mną?

Od kiedy pamiętam, uwielbiałam czytać książki, których akcja dzieje się w małych, prowincjonalnych miasteczkach w Stanach Zjednoczonych. Amerykańskie pisarki w mistrzowski sposób opanowały sztukę opisywania małomiasteczkowej codzienności tak, że czytelnik od razu ma ochotę kupić bilet w jedną stronę i przenieść się tam, gdzie życie płynie prosto i pięknie. I nie, wcale nie chodzi o przesłodzony obraz rzeczywistości, a raczej o dostrzeganie tego, co w niej magiczne i warte zauważenia. Kocham książki Fanny Flagg i Jan Karon! I bardzo czekałam, aż taka literatura pojawi się u nas. I jest! Jeszcze piękniejsza niż mogłam to sobie wyobrazić. Agnieszka Krawczyk jest mistrzynią ubierania w słowa tego, co nam w duszy gra, a czego sami nie umiemy nazwać i opisać.

"CZYTANIE POEZJI CZYNI NAS LEPSZYMI LUDŹMI"*

Kiedy Agnieszka Krawczyk pisze o leniwym letnim popołudniu spędzanym przez tytułowe siostry na tarasie ich domu, to niemal czuję zapach tamtejszych ziół i słyszę brzęczenie pszczół w ogrodzie. Nie mam pojęcia jak ona to robi, ale robi to w wyjatkowo dobrze!

Nie będę zdradzać Wam fabuły, bo sama tego nie lubię, ale zachęcam Was, żebyście przeczytały "Siostry". Dobrze jest czasem odkryć to, że krok po kroku można rozwiązać, każdy, z pozoru najbardziej skomplikowany problem. I że wszystko idzie w dobrą stronę.

"NAJBARDZIEJ ZACHWYCA MNIE ŚWIAT"*

"Siostry" już pierwszego dnia stały się bestsellerem EMPIKu - gratuluję Autorce. Agnieszka wczoraj miała w Warszawie spotkanie z czytelniczkami, podczas którego powiedziała, że dla niej słowo "siostry" jest koloru zielonego. Agnieszka posiada zdolność synestazji - dźwięki i litery łączą się u niej z barwami. Dla tych z Was, które wkrótce przeczytają "Siostry" i zapewne będą czekać na drugi tom mam dobrą wiadomość - drugi tom ukaże się jeszcze w tym roku, prawdopodobnie we wrześniu.

Uwielbiam okładkę tej książki. W te ostatnie, deszczowe dni przenosiła mnie do pełnego słońca ogrodu. I za to właśnie kocham ksiażki. I cieszę się, że znów jestem :)

P.S. Wczoraj rano obudziłam się z tą piosenką w mojej głowie. Nie mam pojęcia czemu i skąd tam się wzięła, ale dzielę się nią z Wami KLIK.

*wszystkie śródtytuły są cytatami z wywiadów z Agnieszką Krawczyk

Jeszcze więcej z życia Panny Pollyanny znajdziesz na instagramie @pannapollyannaa