wtorek, 15 września 2015

W roli głównej: Aneta Jadowska, czyli kwestionariusz Panny Pollyanny

Poznać osobiście osobę, która jest autorką twoich ulubionych książek to rzecz bezcenna. A jeśli podczas tego spotkania, okazuje się, że z ową osobą możesz rozmawiać godzinami i śmiać się do łez - to już prawdziwy dar od losu! Z tym większą przyjemnością zapraszam Was na dzisiejszy wpis.
Oto kolejna odsłona kwestionariusza Panny Pollyanny. Tym razem w roli głównej Aneta Jadowska, toruńska pisarka, autorka mojej (i nie tylko), ukochanej heksalogi o Dorze Wilk. Jej najnowsza książką ukaże się już w najbliższy piątek, gorąco polecam "Ropuszki", o tym dlaczego - przeczytacie już wkrótce.

A póki co - oto Aneta Jadowska i jej odpowiedzi.

Słowo "szczęście" ma kolor.... niebieski. To kolor na styku nieba i morza w chłodny i nieco mglisty dzień.

Miłość pachnie..... dawniej powiedziałabym pewnie, że wanilią, zapachem domowego ciasta. Rzeczywistość u boku mojego męża dowodzi wszak, że miłość pachnie lasem przynoszonym na trekkingowych butach i kurtce moro. I bardzo mocną kawą. Od jakiegoś czasu nie mogę pić kawy, małżonek może i parzy ją sobie co rano w kawiarce, zapach roznosi się wszędzie i o dziwo, to nie denerwuje, ale właśnie kojarzy się z miłością :)

Gdybym mogła mieszkać w dowolnym miejscu na ziemi, to mieszkałabym... nad morzem. Może okolice Sopotu, może po drugiej stronie Bałtyku, w Norwegii, bo zakochałam się w tamtejszym krajobrazie i klimacie. W moich fantazjach o wymarzonym miejscu do mieszkania występuje taras z widokiem na morze, stoliczek pod markizą, przy którym mogę sobie pracować cały dzień. 

Gdybym nie była pisarką, to byłabym... Niewykluczone, że kończyłabym właśnie prace nad habilitacją. Albo brakłoby mi cierpliwości do uniwersytetu i robiłabym coś całkiem innego, ale w tym momencie nawet nie chce mi się snuć mało przyjemnej wizji, co by było gdybym jednak nie spełniła swoich marzeń. To byłoby coś na pewno mniej przyjemnego, niż tu i teraz.

Książką, którą czytałam całą noc to... Zarywam noce regularnie, najczęściej z kryminałami czy z ukochanym Urban Fantasy. Jest spora szansa, że książką, przez którą zarwę noc jest każda książka, która mnie wciągnie na tyle, bym bardziej chciała zobaczyć, co dalej, niż spać.


Moja ukochana książka z dzieciństwa to... Pierwsza książka, którą przeczytałam samodzielnie to „Jak Wojtek został strażakiem”. Byłam małym dyslektykiem i nauka czytania szła mi dość opornie. Więc ta pierwsza przeczytana samodzielnie książka ma duże znaczenie, bo stała się początkiem wielkiej przygody. Później przyszły te ulubione. Dzieci z Bullerbyn. Przygody Tomka Wilmowskiego. Pan Samochodzik. Pollyanna (z jej grą w zadowolenie całkiem się identyfikowałam, jako bardzo chorowite dziecię). A jeszcze wcześniej, gdy byłam takim ledwie co czytającym szkrabem uwielbiałam „Bajeczkę na twoją modłę” Raymonda Queneau z ilustracjami Lutczyna – to rodzaj paragrafówki, która oddaje część decyzji w ręce czytelnika. Czytałam ją setki razy, próbując ułożyć całkiem inny scenariusz dla małych groszków, wymyślałam sobie historyjki dla trzech suchych badylków, którym w książeczce przypadła fucha nudnych i nieciekawych, przez co było mi ich szkoda i chciałam, by też mieli przygody. Jeśli jesteście rodzicami, którzy lubią wyzwania i nie macie nic przeciwko temu, by dziecko zostało pisarzem, testujcie na pociechach tę właśnie książeczkę.

Zawsze śmieję się kiedy.... Często się śmieję. Wolę tak iść przez życie, niż z grymasem. Śmieję się też, gdy jestem przestraszona albo spanikowana, włącza mi się czarny humor i absurdalne skojarzenia. Potrafię rozśmieszyć dentystę nawet z ssakiem w ustach.

Moje największe marzenie to... Realizuję swoje marzenia na bieżąco, nie mam jakiś wielkich, niedościgłych i większych od innych. Po kolei, powolutku, wszystko się ułoży jak chcę.

Zawsze chciałam... Robić to, co właśnie robię, więc chyba jestem szczęściarą.

Książka, którą właśnie czytam to... Nora Roberts, Dom na skarpie. Norę zawsze czytam na pociechę, gdy mi spada humor, jestem chora czy przemęczona. Lubię jej połączenie powieści obyczajowej, romansu i thrillera czy kryminału. Czyste romanse czytam wyłącznie w chorobie, bo wchodzą nawet gdy nie wchodzi nic innego. Nora to gwarancja dobrego rzemiosła, ciekawej historii i fajnych bohaterów. Stąd funkcja comfort books – można po nie sięgać w ciemno. Teraz Nora jest dodatkowo jak plasterek opatrunkowy po przeczytaniu Jima Thompsona „Morderca we mnie”, dość przygnębiającej, ale bardzo dobrej powieści. Długo po skończeniu jej jeszcze o niej myślę i budzi niepokój. Potrzeba równowagi i książki, o której wiem, że wszystko dobrze się skończy.
Mój ulubiony zapach to... Zapach kawy. Zapach morza po burzy.  I ten pierwszy zapach budzącej się wiosny, gdy czuć ciepłą wilgoć i świeżą zieleń.

Lubię swoje imię bo... Kiedyś nie lubiłam, wydawało mi się za miękkie. Wolałabym Agatę, Dorotę, Magdę, coś wyrazistego. Z czasem nauczyłam się lubić Anetę – mam wystarczająco mocny charakter, by delikatne imię (Aneta to zdrobnienie od Anny) nieco go łagodziło. I nie ma nas zbyt wiele.

Najbardziej zachwyca mnie... Zachwyca mnie mnóstwo rzeczy, zdarzeń, ludzi. Staram się podtrzymywać w sobie umiejętność dziecięcego zachwytu nad światem, wybieram skupienie się nad tymi jego elementami, które mnie zachwycają, nie nad tymi, które wpędzą mnie w czarną rozpacz. Nie oznacza to, że nie widzę tych drugich. Po prostu świadomie staram się je równoważyć zachwytem.

Moje niezawodne lekarstwo na smutek to... Poza klasyką, czyli książka, czekolada i kocykowanie? Wyprawa do kina na coś lekkiego, zabawnego i całkiem możliwe, że dla dzieci. W ostatnim miesiącu cudownie bawiłam się na Men from U.N.C.L.E, Minionkach, W głowie się nie mieści, Ant-Manie. Nie widzę nic dziwnego w tym, że równie często oglądam w kinie filmy akcji, jak kreskówki. Kiedyś oglądałam w takich smuteczkowych momentach komedie romantyczne, ale od jakiegoś czasu ten gatunek po prostu nie wyrabia i zawodzi na całej linii. Jeśli sprawa jest naprawdę poważna, można rozważyć sięgnięcie po „Love actually”, „Mamma mia”, czy „Guardians of Galaxy”, filmy, na których śmieję się zawsze, nawet jeśli widzę je dwudziesty raz.

Książka, którą mogłabym czytać w kółko to... Rzadko czytam coś w kółko, raczej sięgam po nowe tytuły. W młodości uwielbiałam „Wichrowe wzgórza” i „Dumę i uprzedzenie”, faktycznie tłukłam je kilka razy. Dziś mam serie, które czytam od nowa, gdy pojawia się nowy tom – tak mam z Iloną Andrews czy Patricią Briggs, ale to właśnie kwestia bycia „na bieżąco”, by nic nie stracić z lektury nowego tomu, niż sentymentalne powroty. Na te się raczej nie kuszę, za wiele książek czeka na przeczytanie.

P.S. Jeśli macie ochotę na więcej, to polecam Wam bloga Anety i jej fan page (są na nim sami świetni ludzie!). TU znajdziecie link do wydarzenia na FB - spotkania z Anetą z okazji wydania tomu opowiadań "Ropuszki" (premiera 18 września).

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Jeszcze więcej z życia Panny Pollyanny znajdziesz na instagramie @pannapollyannaa