poniedziałek, 15 czerwca 2015

Dzień Flanelowej Koszuli, czyli o tym, czy Panna Pollyanna ma zawsze dobry humor

Czasami w życiu każdego człowieka nadchodzi taki dzień, że po prostu trzeba sobie odpuścić. Kiedy czujesz, że nie ma w tobie już ani krzty energii, kiedy wszystko idzie na opak i choćby nie wiem jak się starać, po prostu masz ochotę wołać: „mamo, ratuj!” – taki dzień mam na myśli. 

Niedawno odkryłam nowy sposób na takie dni. Urządzam sobie Dzień Flanelowej Koszuli. 


Okazuje się, że flanelowa koszula w kratę to najmilsza, najmiększa, najprzyjemniejsza część garderoby jaką można mieć (podobno z jedwabiem jest podobnie, ale jako prosta dziewczyna nie jestem specjastką w tym temacie). Flanelowa koszula – to co innego! O niej moglabym opowiadać godzinami! 

W związku z tym, że w ostatnim okresie dni pod znakiem „mamo ratuj” było u mnie sporo, udało mi się zgromadzić niezłą kolekcję takich koszul. Pierwsza była różowa (tego się można było spodziewać). Drugą nazywam „koszulą drwala” i zakładam kiedy potrzebuję mieć więcej odwagi. Za nimi pojawiły się kolejne, a każdy z nich ma magiczną moc.

Na czym polega Dzień Flanelowej Koszuli? Na tym, że tego dnia jestem dla siebie wyjątkowo dobra i podchodzę do siebie ze szczególną uwagą. Tego dnia pozwalam sobie na wiele (poza wyrzutami sumienia), bo jak mawia mój lekarz pierwszego kontaktu: „kto o panią zadba, jeśli sama pani tego nie zrobi?”. Kto zadba o Ciebie, jeśli Ty tego nie zrobisz?


Wiecie co jest najdziwniejsze? Flanelowe koszule w kratę są modne! Podobno idealnie wpisują się w trend zwany „dziewczyna drwala” i pasują niemal na każdą okazję. Żeby się o tym przekonać, wystarczy wpisać w wyszukiwarce hasło „flannell shirt”. 

Wy oglądajcie, a ja wskakuję pod kołdrę, na której leży mruczący, ciepły kot. Do koszuli w kratę pasuje idealnie.

czwartek, 11 czerwca 2015

Coś, co dzieje się tylko raz, czyli nastaw budzik na wcześniejszą godzinę


Czasem w mojej głowie słowa "nic dwa razy się nie zdarza" przesuwają się raz za razem, jak wagony pociągu towarowego.

Żaden dzień się nie powtórzy,
nie ma dwóch podobnych nocy (...)

- napisała Wisława Szymborska w jednym, ze swoich najbardziej znanych wierszy. Dlatego, jeśli czujesz, że dni, tygodnie i miesiące mijają nie wiadomo kiedy - nastaw budzik na wcześniejszą porę i obejrzyj wschód słońca.

Zostaw telefon, nie rób zdjęć, siedź i patrz. Najlepiej byłoby wybrać się gdzieś poza miasto, ale jeśli nie masz takiej możliwości, to po prostu usiądź przy oknie i PATRZ. Pomyśl o tym, że nie będzie już nigdy takiego samego wschodu słońca, takiego samego poranka, że słońce wstaje i zachodzi nieprzerwanie od tysięcy lat, a Ty właśnie dziś masz okazję się tym zachwycać. I pomyśl o tych wszystkich ludziach na całym świecie, którzy w tym momencie patrzą na to samo słońce. Nieźle?

TUTAJ możesz sprawdzić, o której godzinie wstaje słońce. Moim zdaniem wycieczka na oglądanie wschodu słońca to doskonały pomysł na niesztampową randkę czy świętowanie urodzin lub innej wyjątkowej okazji. I jeszcze, na koniec, argument dla racjonalistów - pomyśl tylko jak wydłuży się tego dnia Twoja doba, jeśli wstaniesz razem ze słońcem. 

Dużo słońca Wam życzę. Nie tylko tego o wschodzie.

Jeszcze więcej z życia Panny Pollyanny znajdziesz na instagramie @pannapollyannaa