wtorek, 27 stycznia 2015

O tym, co robię, żeby zabrać się za zaległe prasowanie i co to ma wspólnego z filharmonią

Nie lubię prasowania. Nie wiem skąd mi się to wzięło, bo należę do tych osób, które uwielbiają prace domowe. Prasowanie to jednak moja zmora. Góra rzeczy do prasowania rośnie z dnia na dzień, a ja potrafię zrobić wszystko, byle się za nią nie zabrać. Dosłownie wszystko: mycie okien w całym mieszkaniu, robienie wielkich porządków w szafach i szafkach kuchennych, zaległe szycie, zmienianie zasłon i firan... Jak widzicie - ciężki ze mnie przypadek. Niestety, od powyższych czynności góra prasowania nie maleje, więc doszłam do wniosku, że muszę coś na to wymyślić. Nie byłabym Panną Pollyanną, gdyby to COŚ nie okazało się być czymś kompletnie zwariowanym. 

Zaczęłam rozmyślać nad tym, co sprawia mi ogromną przyjemność, a co robię rzadko? I - co mogę zrobić, żeby prasowanie było dla mnie miłą czynnością? Filharmonia! Uwielbiam wyjścia do filharmonii, jestem wielką fanką Sinfonii Varsovii (a szczególnie jednego z muzyków tej orkiestry), od zawsze muzyka klasyczna dodawała mi skrzydeł. Wymyśliłam więc, że urządzę sobie z prasowania mały rytuał zbliżony do wyjścia na koncert symfoniczny!

Oto moje pięć sprawdzonych metod na przyjemne prasowanie:

1. Dobry sprzęt. Ma znaczenie! Nic tak mnie nie irytuje jak cieknące żelazko, lub takie, które nie daje rady i mimo wielokrotnego przesuwania nim po materiale nadal nie widać efektu. Dobre żelazko to podstawa :)
2. Ładny zapach. Od kiedy trafiłam na perfumowane wody do prasowania z Pachnącej Szafy, moje prasowanie stało się milsze (wody występują w trzech zapachach, na pewno znajdziecie jakiś, który i Wam się spodoba. Cena koło 10 zł).
3. Fajna muzyka w tle lub ulubiony serial. Jeśli tak jak ja oglądając telewizję macie wyrzuty sumienia, że marnujecie czas - prasowanie to idealny moment, żeby pozbyć się tego poczucia! Ja najczęściej włączam sobie "Przyjaciół" lub kanał Mezzo. Czas mija szybko i przyjemnie!
4. Fryzura i makijaż. Wiem, wiem, część z Was pewnie popuka się w głowę (poczekajcie do punktu piątego, wtedy będzie lepsza okazja), ale ja niczego na świecie nie znoszę bardziej niż looku pod tytułem Wyciągnięta Bluza Dresowa i Podkrążone Oczy. Dlatego też zabierając się do prasowania najczęściej robię sobie prosty koczek i dziewczęcy makijaż. Kto mi zabroni czuć się dobrze nawet przy desce do prasowania?
5. Ładna sukienka. Wiedziałam, że Was zaskoczę. Nie musisz wierzyć mi na słowo, ale przetestuj na sobie. Dla mnie prasowanie jest łatwiejsze, kiedy robię z tego rytuał. Ja opracowałam sobie wersję beta, na którą składa się sukienka wieczorowa, ale Ty możesz po prostu założyć coś, w czym czujesz się wyjątkowo kobieco.

A tak naprawdę całą tajemnica tkwi w systematyczności, ale o tym napiszę następnym razem...

P.S. Miłego prasowania :)

4 komentarze:

  1. U Panny P.nic nie jest zwyczajne :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Moja sąsiadka, kiedy miałyśmy 12 lat, miała zwyczaj odkurzania domu w szpilkach i pełnym makijażu. Z tego samego co Ty powodu. Zostało jej to do dzisiaj, tylko szpilek i szminki już nie podkrada mamie.

    OdpowiedzUsuń

Jeszcze więcej z życia Panny Pollyanny znajdziesz na instagramie @pannapollyannaa