poniedziałek, 29 września 2014

Znów poniedziałek, czyli o słowach, które mają moc

Gdybyś  w poniedziałkowy poranek miał usłyszeć od kogoś, kto jest Ci bliski i komu ufasz, tylko jedno zdanie... Zdanie, które napełniłoby Cię entuzjazem i energią, pasją i chęcią do robienia wielkich rzeczy*. Jak by brzmiało? "Wierzę w Ciebie"? "Jesteś świetna!"? "Jesteś najzdolniejszą osobą jaką znam!"?



Piszę dzisiejszy post z myślą o Tobie. Chciałabym, żebyś zaglądając tu czuł/a się dobrze. Lubię mówić ludziom komplementy szczerze, z całego serca i staram się robić to jak najczęściej. Dlatego dziś wyszukałam dla Ciebie słowa, które mają wspierać, motywować i sprawiać, że weźmiesz głęboki oddech, uśmiechniesz się do siebie i powiesz "kto jak nie ja?". A ja - wierzę w Ciebie i wiem, że świetnie dasz sobie radę! 






*niezależnie od tego kim jesteś i co w życiu robisz możesz to po prostu robić lub robić to w wyjątkowy sposób, prawda?

piątek, 26 września 2014

Leniwe niedziele, czyli o ważnym nicnierobieniu

Co najczęściej robicie w niedzielę? Odpoczywacie? Spędzacie czas w parku, na rowerze, spacerując z psem? Idziecie do kina? A może gotujecie coś pysznego dla bliskich? Ja zbyt często łapię się na tym, że w niedzielę załatwiam wszystkie zaległe sprawy, nerwowo nadrabiam całotygodniowe zaległości w domowych sprawach i wieczorem jestem tak zmęczona, że padam na łóżko i budzę się następnego dnia nie pamiętając, że za mną był jakikolwiek weekend.


Dlatego też postanowiłam co najmniej raz w miesiącu organizować sobie "leniwą niedzielę" - po to, żeby NAPRAWDĘ odpocząć i mieć energię na cały tydzień pracy i obowiązków. Dlaczego warto co jakiś czas "wrzucić na luz" i zanurzyć się w nicnierobieniu? 



Powodów jest kilka: kiedy nie masz głowy zaprzątniętej milionem spraw do załatwienia, dajesz sobie szansę na rozmyślania nad tym, co dla Ciebie ważne - z nudy rodzą się czasem najbardziej genialne pomysły! Po drugie - nie da się dobrze pracować kiedy się nie wypoczywa. Po trzecie - warto czasem przez cały dzień robić tylko to, na co ma się ochotę, ja na przykład czuję się wtedy jakbym znów była dzieckiem :)

Co możesz robić w taką leniwą niedzielę? Długo spać i zjeść śniadanie w łóżku (warto też dzień wcześniej zrobić zakupy i ugotować obiad na dwa dni, żeby w niedzielę móc prawdziwie leniuchować). Przeczytać raz jeszcze ulubioną książkę z dzieciństwa. Iść na długi spacer. Zrobić sobie długą kąpiel, nałożyć maseczkę i nasmarować się ulubionym balsamem do ciała. Spisać listę niezrealizowanych dotąd marzeń. Im "powolniejsze" zajęcia, tym lepiej :) Warto zaplanować idealną leniwą niedzielę zadając sobie pytanie "co chciałbym/chciałabym naprawdę robić w taki dzień" - zapisz wszystko, co przychodzi Ci do głowy, będziesz miał/a gotowe menu na ten wyjątkowy dzień.
Czego nie powinieneś/nnaś robić, jeśli to ma być prawdziwa leniwa niedziela? Nie sprzątaj, nie rób listy zakupów i rzeczy do zrobienia na przyszły tydzień, nie rób zakupów przez internet. Nie spiesz się, nie oglądaj cały dzień telewizji (bo będziesz mieć poczucie, że dzień minął nie wiadomo kiedy i bez sensu). Nie prasuj, nie pierz, nie rób porządków w szafie.



Rada dla tych, którzy (jak ja) mają problem z nic nie robieniem: uwierz w to, że czasem warto jest po prostu odpocząć i naładować baterie. Warto zadbać o siebie i swoje samopoczucie - to daje jeszcze więcej energii i sił na zdobywanie nowych szczytów :)

Rada dla tych, którzy z natury leniuchują za dużo i potem doskwiera im  poczucie winy: zaplanuj sobie JEDEN dzień w tygodniu - niedzielę na całkowite lenistwo. Spróbuj zaplanować wszystkie obowiązki tak, żeby zakończyć je w sobotę. Jeśli masz tendencję do okładania wszystkiego na później, powiedz sobie, że nagrodą za pracowitą sobotę będzie leniwa niedziela. I zrób wszystko, co masz do zrobienia najpóźniej w sobotę, by w niedzielę cieszyć się poczuciem dobrze spełnionego obowiązku :)

Jeśli macie swoje sprawdzone metody na idealną leniwą niedzielę - napiszcie w komentarzu, chętnie je wypróbuję :)

czwartek, 25 września 2014

Magia w blasku księżyca, czyli szafa z lat 20.

Podczas seansu "Magii w blasku księżyca", najnowszego filmu w reżyserii Woody'ego Allena ciągle wzdychałam z zachwytem. Akcja filmu rozgrywa się we Francji w latach 20., co samo w sobie jest już prawie gwarantem tego, że wyjdę z kina zadowolona :) A jeśli dodać do tego jeszcze Colina Firth'a i Emmę Stone ubraną w zapierające dech w piersiach sukienki z epoki - wtedy jest idealnie.

Czy ten kapelusz zachwyca Was tak jak mnie? Poza pięknymi: pejzażami Francji, kostiumami i aktorami, warto pójść na ten film także z powodu interesującej historii opisanej barwie i z polotem charakterystycznym dla Allena. Ja bawiłam się świetnie i chętnie obejrzę do raz jeszcze. By znów powzdychać z zachwytu :)

środa, 24 września 2014

Siedem powodów dla których lubię jesień, czyli wyznania Panny Pollyanny

Wczoraj pierwszy dzień jesieni. Jak zwykle przyszła nieoczekiwanie i "kto-by-pomyślał-że-nadejdzie-tak-szybko". Lato było jeszcze w zeszłym tygodniu, a tu nagle - parasol potrzebny, w sklepach królują fiolety i brązy, a w kawiarni zamiast zamawiać kawę "ice", zamawiam "extra hot". Jednym słowem - jesień. Podobno ludzie dzielą się na tych, którzy lubią lub nie lubią jesieni, ja należę do tej pierwszej grupy. Jeśli uważasz, że Ty należysz do tej drugiej, to poważnie rozważ to, czy patrząc za okno (i w kalendarz) nie lepiej jednak dołączyć do pierwszej ;) Mam nadzieję, że moje "7 powodów dla których lubię jesień" Ci w tym pomoże.

1. Kraciaste ubrania. Nie wiem dlaczego, ale rzeczy w kratę noszę głównie jesienią. Jakoś mi ten wzór wyjątkowo pasuje do spadających liści i podmuchów wiatru. Może chodzi o skojarzenia z zimną północą? A może z kocem w kratkę zapamiętanym z dzieciństwa? Mam trzy ulubione kraciaste ubrania - świetnie skrojoną koszulę z miękkiej bawełny, wełniany płaszcz, w którym wyglądam na szczupłą i wiotką intelektualistkę ;) oraz botki z kraciastą "podszewką". Wszystkie pasują do siebie nawzajem i do aury za oknem :)
2. Moja jesienna herbata. Pachnąca goździkami, bergamotką, pomarańczami i sokiem z malin. Idealna do zaparzenia po powrocie do domu. Odgania nie tylko przeziębienie, ale i złe samopoczucie. Przepis znajdziecie w jednym z poprzednich postów TUTAJ.
3. Wieczory w domu. Jesienią zamieniam się w domatorkę. Lubię spędzić wieczór na gotowaniu, czytaniu albo rozmowach z bliskimi. Jesienią robię porządki w szafach, przestawiam, ulepszam i cieszę się czasem spędzonym we własnym, przytulnym mieszkanku. 
4. Spacery wśród liści i zbieranie kasztanów. Mimo, że już od dawna nie mam siedmiu lat, nadal uwielbiam zbierać kasztany :) Często na porannym spacerze z psem znajduję sobie kasztan, który ląduje w mojej kieszeni i potem idę dotykając jego gładkiej skórki i jakoś mnie ten kasztan w kieszeni uszczęśliwia :) Na spacery wśród opadłych liści najlepsze są Łazienki. Piękne kolory liści, cudowny Pałac na Wodzie - jeśli będziecie jesienią w Warszawie, musicie wybrać się tu na spacer!
5. Deszcz i kalosze. Wiem, wiem - znalezienie kogoś, kto lubi jesienny deszcz, jest jak trafienie szóstki w totka. Mimo tego, ja lubię kiedy jesienią pada. Może dlatego, że bez deszczu raczej nie ma okazji nosić kaloszy? Mam tylko jedną parę, bo moje szafy i tak pękają w szwach, ale wystarczy wpisać w wyszukiwarkę na Pinterest odpowiednie hasło, żeby zobaczyć, że teraz naprawdę jest w czym wybierać. A poza tym, czy jest coś przyjemniejszego niż siedzenie w ciepłym, miłym domu i patrzenie jak za oknem pada i deszcz uderza o parapet? :)
6. Kruche ciasto ze śliwkami. Kiedy piekę kruche ciasto ze śliwkami, to znaczy, że przyszła jesień. Uwielbiam jego prostotę, smak, który kojarzy mi się z dzieciństwem i zapach roznoszący się po całym domu. Obiecuję, że wkrótce zamieszczę przepis, żebyście też mogli poczuć o czym mówię!
7. Premiery filmowe i książkowe. Zauważyliście, że po letnim sezonie ogórkowym jesień to czas na dobre filmy i książki? W kinie nagle zaczyna roić się od ciekawych propozycji, półki w księgarni zapełniają się nowymi książkami. Nic tylko wybierać i oglądać i czytać :) Nie wiem, czy też tak macie, ale w każdą środę staram się skorzystać z promocji w najbliższym kinie i wybrać się na coś ciekawego w dobrym towarzystwie. Ostatnio widziałam "Magię w blasku księżyca", "Podróż na sto stóp" i "Miasto 44". 
Nad Warszawą wstał dziś piękny, słoneczny, choć chłodny dzień. W drodze do pracy wypiłam gorącą kawę. Jest pięknie, prawda?

poniedziałek, 22 września 2014

Poniedziałek z uśmiechem w roli głównej

Wczoraj wieczorem skończyłam pisać post o leniwych niedzielach i doszłam do wniosku, że nie mogę Wam tego zrobić tuż przed poniedziałkiem. W związku z tym pojawi się on w najbliższy piątek, a dziś poniedziałek pod znakiem uśmiechu. Czy wiecie, że badania pokazują, że im jesteśmy starsi tym rzadziej się uśmiechamy? Zróbmy na przekór statystykom, uśmiechajmy się dziś na prawo i lewo, kto wie, co się zdarzy? Co powiecie na poniedziałek z uśmiechem w roli głównej?


Swoją drogą to fajny pomysł na powieszenie takiego "ogłoszenia" na korkowej tablicy w pracy - ktoś ma ochotę sprawdzić ilu będzie chętnych?


Zdarza się Wam uśmiechać do nieznajomych na ulicy?



Zadanie na dziś - uśmiechnij się do minimum trzech nieznajomych osób.


Zadanie numer dwa - doprowadź kogoś lub siebie do głośnego śmiechu :)


Miłego poniedziałku :)


piątek, 19 września 2014

Jesienna herbata rozgrzewająca ciało i duszę

Herbata to taki napój, który pijam tylko kiedy nadchodzi jesień i potrzebuję czegoś "na rozgrzewkę". Moi znajomi śmieją się, że powinnam sobie wytatuować hasło: "Winter is coming" - bo ciągle marznę. Moja jesienna herbata szybko rozgrzewa, pięknie pachnie i jest pyszna!


Przepis na jesienną herbatę Panny Pollyanny, rozgrzewającą ciało i duszę:

Torebka herbaty earl grey, goździki, imbir, cytryna, pomarańcza, sok z malin .
- weź najładniejszą lub najulubieńszą filiżankę/kubek 
- włóż do środka torebkę herbaty earl-grey
- dodaj 2 goździki i zalej gorącą wodą (mniej więcej do połowy filiżanki/kubka)
- parz herbatę tak długo aż będzie tak mocna jak lubisz (ja wolę słabszą)
- dodaj plasterek cytryny i plasterek pomarańczy (lub dwa - ja lubię dużo dodatków)
- wrzuć obrany i pokrojony na plasterki imbir lub dodaj szczyptę suszonego (ilość zależy od Ciebie, ale nie przesadź - kilka plasterków lub szczypta będzie w sam raz)
- wlej odrobinę sok z malin (np. pół łyżeczki/łyżeczkę - w zależności od wielkości filiżanki/kubka)
- wszystko zamieszaj, powąchaj jak pięknie pachnie i pij z przyjemnością

Najlepiej smakuje z dodatkiem książki, kota lub przyjaciółki :)

poniedziałek, 15 września 2014

Hello Monday, czyli nie taki diabeł straszny

Lubię poniedziałki. Każdy poniedziałek to nowy początek. Celebruj poniedziałkowy poranek, nawet gdyby to celebrowanie miało trwać zaledwie pięć minut. Znam mnóstwo przykładów na to, że pięć minut może całkowicie zmienić ludzkie życie. Jak co tydzień - życzę Ci miłego dnia i zapraszam na garść inspirujących obrazków.







P.S. Żeby być "more awesome", weź udział w konkursie z marką Herstory Design, do wygrania piękna bransoletka. Wszystkie szczegóły znajdziesz na moim FB.

piątek, 12 września 2014

Konkurs z marką HERSTORY Design


"Powstawanie marki HERSTORY to historia nudna jak flaki z olejem, oklepana i opowiadana już tysiące razy… Oto była sobie kobieta, która pracując jako Główna Księgowa zorientowała się że to samotne zajęcie i zapragnęła zrealizować swoje pasje i marzenia. Brzmi znajomo? Jeśli jeszcze dorzucę, że szydełkiem władam od dziecięcia, tylko mama zawsze mówiła że „chleba z tego nie będzie” to mamy już pełen obraz skrywanego od lat talentu, który nareszcie ma szanse się wyszaleć (...).

Większość rzeczy na świecie powstaje albo z potrzeby, albo przez pomyłkę. Ja miałam potrzebę zakrycia czymś nadgarstków, bo właśnie tam moje ciało uparło się być nieatrakcyjne. Oczywiście nie mogłam znaleźć niczego, co by było wystarczająco oryginalne, więc sobie zrobiłam (...).

To z resztą uświadamiają mi codziennie kobiety, które noszą moją biżuterię. Uwielbiam słuchać ich historii, które opowiadają na przykład, że dzięki bransoletce przypominają sobie że są boginiami i gdy wchodzą do sklepu, to ekspedientki lepiej je obsługują. Albo na przykład dziewczyna, która wybrała najmniejszą i najskromniejszą bransoletkę przypędziła do mnie najpierw po trochę szerszą a teraz nosi największe i najbardziej brzęczące, do kompletu z wypiętym biustem i szpilkami (to dość częsta historia :-)). Albo na przykład historia dziewczyny, która drżąc o życie swojej córki w szpitalu mówiła: „co dzień zakładałam bransoletkę, ładnie się ubierałam i malowałam, bo to dawało mi poczucie że to ja panuję nad sytuacją a nie odwrotnie” (udało się!!!). Albo historia pewnej menadżerki, która cieszyła się jak dziecko gdy opowiadała: „u nas jest sztywny dress-code, ale ja zakładam moją bransoletkę z tajnymi czaszkami i mogę być sobą!”. Czaszki rzeczywiście widać było tylko z bliska, a bransoleta była elegancka.

Dlatego właśnie HERSTORY…" 
Joanna Kępińska
projektantka biżuterii HERSTORY

bransoletka: Herstory Design
fot. Monika Ekiert-Jezusek
Ja też uległam czarowi tej marki i jej produktów. Uwielbiam nosić bransoletki HERSTORY Design - czuję się w nich pewniejsza siebie, bardziej wyjątkowa i piękniejsza :) Bardzo się cieszę, że udało mi się namówić do współpracy właścicielkę marki i sprawić, że jedna z Was dostanie bransoletkę jako nagrodę w konkursie. Opis konkurs znajdziecie na moim fanpage'u i tam też konkurs się toczy. Macie siedem dni na opowiedzenie swojej historii z kolorem różowym w tle - może zainspiruje Was mój stary wpis o tym kolorze lub moja tablica na Pinterest. Życzę Wam powodzenia i trzymam kciuki! Think pink!

środa, 10 września 2014

"Dolina mgieł i róż", czyli rozważna i romantyczna


Gdyby Jane Austen żyła obecnie, prawdopodobnie "Rozważna i romantyczna" nosiłaby tytuł "Dolina mgieł i róż". Wiem, że do końca roku 2014 zostały jeszcze ponad trzy miesiące, ale nie zawaham się napisać, że "Dolina..." to najlepsza polska powieść, jaką czytałam w tym roku.

Dziś "Dolina..." ma swoją premierę - mocno trzymam kciuki za sukces książki i jej autorki, Agnieszki Krawczyk. Dotychczas pisarka znana była głównie ze swoich kryminałów, ale mogę się założyć o moją ulubioną różową sukienkę, że serią o Sabinie Południewskiej co najmniej powtórzy sukces Małgorzaty Gustowskiej-Adamczyk i sagi "Cukiernia pod Amorem". Nietrudno być prorokinią w tej sprawie, kiedy czytało się listę bestsellerów przedsprzedaży sieci EMPIK ;) Jeśli lubicie czytać książki, których bohaterowie posługują się piękną literacką polszczyzną, które pełne są nastrojowych opisów przyrody, zapachów i smaków - "Dolina..." oczaruje Was od pierwszych stron. Ta książka jest tak pełna doznań zmysłowych, że jej lekturę można porównać jedynie do wizyty w kinie 5D. Czytając tę powieść wielokrotnie łapałam się na tym, że głęboko wciągam powietrze, by poczuć zapach różanego ogrodu czy laboratorium kosmetycznego hrabiny Tyczyńskiej. Wielkie brawa za świetnie skonstruowane postacie - każda z nich stała przed moimi oczami jak żywa, ze swoimi przyzwyczajeniami, zaletami i wadami.

Poznając losy głównej bohaterki Sabiny Południewskiej wydawało mi się, jakbym spotkała dawno niewidzianą przyjaciółkę. Czy znacie to uczucie, kiedy oglądając jakiś film albo słysząc w radiu piosenkę wydaje Wam się jakby ktoś napisał ją specjalnie dla Was? Od pierwszej strony książki miałam wrażenie jakby była ona napisana z myślą o mnie, jak gdyby autorka dokładnie wiedziała, co mnie wzrusza (i porusza), co powoduje, że się uśmiecham lub złoszczę. W ciągu całej lektury powtarzałam jak mantrę (wzbudzając zaciekawienie wszystkich domowników) "na taką książkę czekałam!". "Dolina..." już zawsze kojarzyć mi się będzie ze słonecznym wrześniem i czasem kiedy czuję, że świat należy do mnie i mogę zrobić ze swoim życiem cokolwiek zapragnę.



Ta książka jest jak miękki koc w chłodne popołudnie i jak gorąca herbata z sokiem malinowym. "Dolina mgieł i róż" ma prawie 500 stron i każdą z nich warto przeczytać (co najmniej raz). Już dawno nie czułam tego, co przeżywałam kończąc czytanie pierwszego tomu - palącej potrzeby natychmiastowego zdobycia kolejnej części. Mam wielką nadzieję, że nie przyjdzie mi czekać na nią zbyt długo! Panie i Panowie, pozwólcie, że Wam przedstawię: Agnieszka Krawczyk - polska Jane Austen.

wtorek, 9 września 2014

Na górze róże, czyli wrześniowi ulubieńcy Panny Pollyanny

1. Różowa listonoszka - zdjęcie przykładowe. 2. Agnieszka Krawczyk, Dolina mgieł i róż, Wydawnictwo FILIA. 3. Bransoletka "Blue Rosalie" Herstory Design. 4. Korektor Maybelline, Instant Age Rewind. 5. Balsam na suche miejsca 3 w 1 z masłem pomarańczowym z serii Oleje Świata, Joanna.
Różowa listonoszka "chodzi za mną" w zasadzie już od dłuższego czasu. Delikatny kobiecy kolor pasujący do pastelowych stylizacji (czyt. wszystkich jasnych ubrań), wygodny, długi pasek i odpowiednia pojemność. W większości sklepów królują obecnie ciemne torebki i torby, ale nie byłabym sobą, gdybym nie znalazła w końcu tej wymarzonej :)

O "Dolinie mgieł i róż" Agnieszki Krawczyk przeczytacie na moim blogu jutro, w dniu oficjalnej premiery tej książki. Wspomnę tylko, że to jedna z tych książek, które pochłonęły mnie bez reszty i które spowodowały, że nie mogłam przestać czytać aż do świtu.

Zarywanie nocy na czytanie pięknych książek wymaga szybkiej porannej interwencji w postaci dobrego korektora pod oczy :) O korektorze Maybelline Instant Age Rewind naczytałam się tylu pozytywów, że po prostu musiałam spróbować na sobie i moich "podkówkach". Efekty opiszę i pokażę już wkrótce!

Mam słabość do róż i pięknych rzeczy, więc jeśli trafiam na produkt spełniający obydwie kategorie, to po prostu muszę go mieć! Na zdjęciu powyżej "Blue Rosalie" - zachwycająca bransoletka z różą firmy Herstory Design. Uchylę rąbka tajemnicy i już dziś zapraszam Was do konkursu, który planuję wraz z tą marką - śledźcie bloga, żeby nie przegapić okazji do zdobycia jednej z bransoletek.

Balsam na suche miejsca z masłem pomarańczowym z Joanny to jeden z kosmetyków, który czekał na mnie w sierpniowym pudełku beGlossy. I jest świetny! Pięknie pachnie pomarańczami, doskonale się wchłania nie pozostawiając tłustej powłoki i idealnie ratuje moje spierzchnięte usta.

W październiku kolejne zestawienie :)

poniedziałek, 8 września 2014

Szczęśliwy poniedziałek, czyli głowa do góry

W zeszły wtorek rozpoczęłam nowy poniedziałkowy cykl szczęśliwych poniedziałków. Poniedziałek to taki dzień, któremu bardzo współczuję. Taka sobota to ma dobrze - wszyscy na nią czekają! A poniedziałek - wiadomo: garstka zakochanych i pracoholików. Nie ma czego zazdrościć takiemu poniedziałkowi. Dlatego postawiłam sobie zadanie wlać w Wasze poniedziałki więcej szczęścia i radości. Inspirujące grafiki czekają na Was (ta z cha-chą to jedna z moich ulubionych). Życzę Wam bardzo miłego poniedziałku i koniecznie zróbcie dziś coś spektakularnie rozweselającego!





P.S. Tak się rozmarzyłam o tym budziku,  że już przygotowuję tekst o leniwych niedzielach!

czwartek, 4 września 2014

Tatuaże Panny Pollyanny, czyli konkurs z książką "Powrót" Izabeli Sowy

Od wczoraj na moim FB trwa konkurs z tatuażami w tle, w którym do wygrania jest najnowsza książka Izabeli Sowy pod tytułem "Powrót". Zasady konkursu są bardzo proste, a trwa on do najbliższego piątku do godziny 23:59, więc lepiej się pośpieszcie :)


Byłam bardzo ciekawa tej książki po przeczytaniu materiałów prasowych przesłanych przez Wydawnictwo Znak. Oto Dorotka, główna bohaterka książki, studentka ASP, która nieoczekiwanie rzuciła kilka lat temu studia  i postanowiła wyjechać. Daleko (im dalej tym lepiej). Po kilku latach ciągłych podróży z miejsca na miejsce, wraca do rodzinnego Krakowa z nowym fachem w ręku - zostaje tatuażystką. Dorotka poza niezwykłym zajęciem, sama jest bardzo oryginalną osobą - ubiera się w stylu rockabilly, co oznacza piękne rozkloszowane spódnice i guziczki w kształcie wisienek, wiecie o jaki styl chodzi? Samą książkę czyta się bardzo dobrze, jeśli wybieracie się w jakąś podróż, na pewno umili Wam czas. Na weekend w piżamie też będzie w sam raz.

Czy wiecie,  że większość ludzi swój pierwszy tatuaż w życiu robi w wieku 30 lat? Czy wiecie, że wśród ludzi, którzy są wytatuowani, najmniejszy odsetek stanowią ludzie, którzy ma tylko dwa tatuaże? :) Jednym z powodów, dla których ta książka mnie zainteresowała były właśnie tatuaże. Nigdy nie byłam rockową dziewczyną, tatuowanie sobie trupich czaszek jakoś mnie nie interesuje i wcale nie podobają mi się wytatuowani od stóp do głów mężczyźni, ale... kocham piękne rzeczy i moje tatuaże to zupełnie coś innego ;) Bez nich nie czułabym się sobą, są moimi talizmanami, znakami rozpoznawczymi i po prostu częścią mnie. Póki co mam dwa ;) Autorem obydwu jest Novick, członek ekipy warszawskiego studia JuniorInk. Polecił mi go nasz wspólny znajomy, poczytałam o nim trochę w internecie, obejrzałam prace i... poszłam się umówić :) Powyżej na kolażu z książką są zdjęcia obydwu moich tatuaży, prawdopodobnie do końca roku pojawi się trzeci. 

 
Jeśli ktoś z Was rozważa zrobienie sobie pierwszego w życiu tatuażu, to poniżej kilka rad z mojej perspektywy:

1. Nie rób tatuażu jeśli nie masz pewności co do wzoru, który wybrałeś/aś. Oczywiście są metody wywabiania tatuażu ze skóry (bolesne i pozostawiające blizny) i większość dobrych tatuażystów robi tzw. covery, czyli przeróbki nieudanych tatuaży, ale wierz mi - lepiej nie tatuować sobie imienia ukochanego/ukochanej (w dobrym studiu i tak Ci to wybiją z głowy). Cieszę się, że nie zrobiłam sobie tatuażu mając dziewiętnaście lat, bo raczej wzór, który wtedy wydawał mi się świetnym pomysłem, dziś by mnie delikatnie mówiąc nie zachwycał ;)

2. Wybierz najlepsze studio. Najlepsze, czyli takie, gdzie tatuażyści mają dobre portfolio. Najlepsze, czyli takie gdzie używa się czystych narzędzi, jednorazowych rękawiczek, gdzie jest czysto i zachowuje się wszystkie zasady higieny, a tatuażyści są trzeźwi. Najskuteczniej działa poczta pantoflowa ;) Jeśli spotykasz na ulicy kogoś kto zachwyca Cię swoim tatuażem, podejdź i zapytaj u kogo jest zrobiony, ja dowiedziałam się w ten sposób o jednej bardzo zdolnej tatuażystce!

3. Przygotuj się, że to może boleć. Jednych boli mniej, innych bardziej. Mnie bolało bardzo! I wbrew temu, czego się spodziewałam, wcale nie chodziło o uczucie kłucia igłą. Ból przypominał mi raczej ten, kiedy niechcący dotykasz ręką do nagrzanego żelazka ;) Tyle, że ten trwa dłużej.

4. Zaufaj tatuażyście, jeśli mówi Ci, że czcionka, którą wybrałeś po kilku latach może być nieczytelna lub przedstawia inną tego typu merytoryczną opinię. Po pierwsze ten człowiek zna się na swojej pracy i chce dla Ciebie dobrze, a poza tym - za chwilę powierzysz mu/jej swoje ciało, więc zaufanie wydaje się być dobrą strategią.

5. Wybierz dobre miejsce. Wiem, że wiele osób preferuje miejsca, dzięki którym tatuaż przez większość czasu jest niewidoczny. Ja uważam, że nie po to "zapala się lampę, by potem ją chować po korcem", czyli inaczej mówiąc - nie po to ma się coś pięknego, żeby to ukrywać przed światem (uwaga! nie dotyczy bielizny!), więc lubię widoczne i dobrze wyeksponowane miejsca. Zastanów się jak to jest z Tobą, jaką pracę wykonujesz i podejmij dobrą decyzję.

A teraz szybko wchodźcie na mojego FB i wygrywajcie książkę :) Gdyby ktoś miał jakieś pytania odnośnie tatuaży, to piszcie w komentarzach, choć z marnym stanem "dwa" na koncie, raczej nie czuję się największą ekspertką w tym temacie :)

wtorek, 2 września 2014

O szczęściu, czyli poniedziałkowe inspiracje we wtorek

Pomyślałam, że poniedziałek to idealny dzień, żeby skupić się na szczęściu i więcej o nim pomyśleć (i w związku z tym tak się nad nim zamyśliłam, że zapomniałam że poniedziałek był wczoraj). Niezrażona swoim chwilowym roztrzepaniem zapraszam Was do nowego cyklu. Co tydzień znajdziecie na blogu nowe definicje szczęścia, znalezione przeze mnie w sieci obrazki, cytaty i to wszystko, co mnie inspiruje. Znajdźcie chwilę i poczytajcie. Mam nadzieję, że dzięki temu Wasze poniedziałki (i wtorki też!) będą jeszcze bardziej udane. Która definicja szczęścia jest Wam najbliższa? A może macie jakąś własną, ulubioną? Piszcie w komentarzach, wszak "nigdy nie można mieć za wiele szczęścia" :)



Jeszcze więcej z życia Panny Pollyanny znajdziesz na instagramie @pannapollyannaa