wtorek, 15 lipca 2014

Kiedy po raz ostatni zrobiłeś coś po raz pierwszy?

Ten post dedykuję Panu Markowi, który pojawia się i znika, ale mimo to, wciąż jest obecny.

Bardzo długo żyłam w przekonaniu, że każdego dnia podejmuję setki mniejszych i większych decyzji. Wierzyłam w to, że codziennie podejmuję na nowo pewne decyzje i wciąż podejmuję wyzwania, które stawia przede mną los. Aż któregoś dnia przeczytałam, że badania socjologiczne niezbicie wskazują na to, że ludzie raczej unikają podejmowania decyzji, że wciąż poruszają się utartymi szlakami i tak naprawdę mają jedynie złudne poczucie, że wciąż decydują o tym, czy o tamtym. Zaczęłam się nad tym zastanawiać i doszłam do wniosku, że tak jest w istocie. Że piję wciąż ten sam rodzaj kawy w tej samej kawiarni w drodze do pracy. Że na śniadanie najczęściej jem to samo. Że chodzę tymi samymi drogami i spędzam czas w ten sam sposób. Że tak samo reaguję na pewne wydarzenia i słowa. Po prostu dzień świstaka pełną gębą :) Wbrew pozorom raczej nie nazwałabym siebie największą nudziarą tego świata, więc to odkrycie tym bardziej mnie zaszokowało! 
Zastanów się przez chwilę nad tym jak wygląda Twój zwyczajny dzień i jak wiele jest w nim zmiennych a jak wiele stałych (mam na myśli rzeczy, które zależą od Ciebie). Ja jakiś czas później trafiłam na pytanie, które jest jednym z najważniejszych pytań w moim życiu: kiedy po raz ostatni zrobiłeś coś po raz pierwszy? Pamiętam, że kiedy urodziła się moja córka każdego miałam okazję obserwować człowieka, który robi coś po raz pierwszy. Po raz pierwszy się uśmiecha, po raz pierwszy zauważa swoją stopę, po raz pierwszy siada, po raz pierwszy mówi pełne zdanie. Z biegiem naszego życia tych "po raz pierwszy" jest coraz mniej. Przyzwyczajamy się do tego co znane, bezpieczne, przewidywalne. I tracimy przy tym głód i pasję do odkrywania nowych lądów, do poznawania swoich możliwości i pokonywania kolejnych "niemożliwych".

Kiedy po raz ostatni zrobiłeś coś po raz pierwszy? To pytanie motywuje mnie każdego dnia do tego, żeby wybierać to, co nieoczywiste, co nieznane i to, co powoduje u mnie dyskomfort. I wiesz co? Nigdy nie żałowałam. I powiem więcej - za każdym razem kiedy brałam głęboki wdech, by zrobić coś po raz pierwszy, zaraz potem czułam się jakbym leciała. Na własnych, silnych, choć nie do końca opierzonych skrzydłach. Obiecuję Ci, że jeśli spróbujesz i pokonasz swój strach przed nieznanym, to potem będziesz czuć się wspaniale, niesamowicie, będziesz mieć ochotę śmiać się z całych sił i głosić całemu światu, że można i że warto. Życzę Ci, żebyś następnym razem, kiedy zapytasz swojego odbicia w lustrze o to, kiedy po raz ostatni zrobiłeś coś po raz pierwszy, spojrzysz sobie głęboko w oczy, uśmiechniesz się i powiesz głosem wypełnionym dumą, jedno krótkie słowo - dzisiaj.

12 komentarzy:

  1. Po raz pierwszy przeczytałam taki piękny wpis. Krótki, a treściwy. Po raz pierwszy poczułam się tak zmotywowana do zrobienia czegoś po raz pierwszy. Dobrze, że na świecie są ludzie tacy jak Ty. Po raz pierwszy, ale na pewno nie ostatni przeczytałam tego posta. Będę do niego wracać, obiecuję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Karolina A. - życzę Ci powodzenia i radości w robieniu rzeczy po raz pierwszy! Co najmniej tak dużej, jaką ja miałam czytając Twój komentarz. Dziękuję i pozdrawiam Cię serdecznie!

      Usuń
  2. Jaki fajny wpis! Pełen pozytywnej energii. :) Fakt, z wiekiem na ogół zamykamy się w swoich pokojach i już z nich nie wychodzimy (trochę jak starsi mężczyźni u Schulza), chodzimy utartymi szlakami. Ja to jeszcze szkoły nawet nie skończyłam, a już widzę, jak rzadko robię coś po raz pierwszy. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kasjeusz, to dobrze, że jesteś taka młoda - masz szansę świadomie nie iść utartymi szlakami :))) Dziękuję za Twój komentarz, trzymaj się ciepło i czerp z życia to, co najlepsze :) Uściski!

      Usuń
  3. Cudowny post. Może i ja zrobię coś dzisiaj po raz pierwszy?

    OdpowiedzUsuń
  4. Veroniqusia Waters - koniecznie! Trzymam kciuki, żeby było cudownie i czekam na relację! :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Dziś po raz pierwszy zrobiłam i piłam mleko ryżowe :P
    Podpisuję się obiema rękami pod obrazkiem numer dwa, robienie czegoś nowego jest swego rodzaju magią.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I jak to mleko? :) Ja ostatnio mam dużo tych "po raz pierwszy", na przykład po raz pierwszy zjeżdżałam na torze saneczkowym - było świetnie! Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie!

      Usuń
  6. Świetny i motywujący post. Chyba poszukam czegoś nowego ....
    Od września zaczynam nową szkołę. Chcąc nie chcąc to musi być coś nowego :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Caroline - dziękuję za miłe słowa i trzymam kciuki za nową szkołę! Musisz być bardzo podekscytowana, ja jestem jak tylko o tym czytam :)

      Usuń
  7. Też mam to w swojej życiowej filozofii. Nowe doświadczenia ubarwiają życie - nie ma wątpliwości :). Z drugiej strony, dobrze jest doceniać "utarte szlaki". Ja np. mam takie swoje małe przyzwyczajenia - kiedyś to np. były czwartki w ulubionej kawiarni z tym samym gronem znajomych. Takie małe powtarzające się przyjemności też są fajne. Przynajmniej jest na co czekać :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. J. - jedno nie wyklucza drugiego! Uwielbiam moje małe rytuały i lubię też robić nowe rzeczy :) Ja kiedyś w każdą środę wychodziłam z koleżankami wieczorem do kina :) Pozdrawiam Cię serdecznie i witam na moim blogu :)

      Usuń

Jeszcze więcej z życia Panny Pollyanny znajdziesz na instagramie @pannapollyannaa