poniedziałek, 23 czerwca 2014

O spodniach, sukienkach i o tym, co to wszystko ma wspólnego ze szczęściem

Ten wpis dedykuję mojej przyjaciółce Ani, najbardziej niezłomnej osobie jaką znam, z podziękowaniem za niezapomnianą sylwestrową noc w Abu Dhabi.

Scena z filmu "Seks w wielkim mieście 2".
„Czy ty masz w ogóle jakieś spodnie?” – zapytała mnie ostatnio moja przyjaciółka, z która znamy się od jakiś dziesięciu lat. Bardzo mnie to pytanie rozśmieszyło i zdziwiło. Oczywiście, że mam! I nawet często zdarza mi się je nosić. Często - znaczy w dwa popołudnia w tygodniu, kiedy jadę na basen, albo kiedy w sobotni poranek jadę z psem do lasu, albo kiedy chodzę po górach. I to byłoby chyba na tyle. 

Sukienki i spódnice – moje nieodłączne towarzyszki każdego dnia. Krótkie, długie, wąskie, szerokie, na cieplejsze i chłodniejsze dni. Samych spódnic mam pewnie z pięćdziesiąt. Sukienek pewnie drugie tyle. I nie, nie jestem zakupoholiczką ani kolekcjonerką rzeczy, bo większość moich ubrań pochodzi z drugiej ręki i naprawdę - ja to wszystko noszę.
Kiedy według mnie jest najlepsza okazja, żeby założyć spódnicę lub sukienkę? Nieodmiennie odpowiadam – dziś. Nie przepadam za spodniami, bo poza wygodą nie dają mi praktycznie nic. A spódnice? Te tysiące kolorów, krojów i fasonów? Po prostu bajka! Nic tak nie podkreśla kobiecej sylwetki jak dobrze dobrana w kroju i kolorze sukienka czy spódnica. 

Kiedy zakładam sukienkę czuję się zupełnie inaczej niż nosząc spodnie. Inaczej chodzę, inaczej siadam, inaczej patrzę na świat. I wiecie, co jest najbardziej zaskakujące? Czuję się szczęśliwsza. I nie mówcie mi, "ale ja mam za grube/za krótkie/za krzywe/za proste/za jasne/za ciemne/za kościste/za tłuste nogi”. Nie mówcie tego, bo to nie prawda. Nie ma złych nóg, są tylko źle dobrane spódnice i sukienki.

Moim mistrzem w dziedzinie pokazywania kobietom jak pięknie można wyglądać w spódnicy jest brytyjski stylista Gok Wan, polecam jego kanał na YT, znajdziecie na nim mnóstwo inspiracji.

Jeśli kiedykolwiek patrząc na Carrie Bradshaw, główną bohaterkę „Seksu w Wielkim Mieście” pomyślałaś „chciałabym być taka jak ona”, to podejdź do szafy, wybierz z niej swoją ulubioną sukienkę (nawet jeśli wybór nie jest zbyt duży) i załóż ją. I noś sukienki  i spódnice jak najczęściej, a zobaczysz co się stanie… Czy staniesz się drugą Carrie Bradshow – nie wiem, ale wiem, że od czegoś trzeba zacząć, prawda?

P.S. Jeśli masz ochotę zacząć nosić więcej sukienek i spódnic, ale potrzebujesz jakiegoś motywatora, to polecam wyzwanie na blogu Ania Maluje - 100 dni bez spodni. Kliknij tu po więcej szczegółów :)

5 komentarzy:

  1. ohoho :P 50 sztuk :O ja sama mam kilka, ale nie noszę często, bo mam problem obcierających się nóg;/
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kasia, wszystkie moje koleżanki wiedzą, że mam spódnicową obsesję ;) więc te nienoszone z ich szaf trafiają do mojej. A poza tym wiesz, te wszystkie zakupy w second handach i spódnice poniżej 10 zł, których żal nie kupić kiedy są takie piękne... No i tak jakoś się uzbierało ;)

      Usuń
  2. Panno Pollyanno, do Paryża zabierzemy tylko sukienki i spódnice :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Panno Pollyanno, do Paryża zabierzemy tylko sukienki i spódnice :D

    OdpowiedzUsuń

Jeszcze więcej z życia Panny Pollyanny znajdziesz na instagramie @pannapollyannaa